Pomagam i wpłacam

Antoś drugi raz mierzy się z rakiem. Kiedy w końcu go pokona, chce jeździć na rolkach

6 lipca 2020

Opole, Wrocław, Kraków, Szczecin. Droga do zdrowia pięcioletniego Antka biegnie wzdłuż i wszerz całej Polski. Przez szpitale i przez gabinety wielu specjalistów. Pediatrów, laryngologów, alergologów. Przeciwnik jest silny. To mięsak, który zaatakował nosogardło chłopca. Lekarze z Przylądka Nadziei robią wszystko, żeby raz na zawsze się z nim rozprawić.

W żłobku, w przedszkolu Antoś Kazimierski zawsze był duszą towarzystwa. Ma silny charakter, który choroba jeszcze dodatkowo wzmocniła. Od dwóch lat kontakt z rówieśnikami ma jednak minimalny. Głównie przebywa z dorosłymi. Mama żartuje, że przez to sam myśli i mówi już jak dorosły. Chociaż ma dopiero pięć lat. Dokładnie pięć i pół.

Rozpiera go energia. Właśnie zafascynował się jazdą na rolkach i bardzo chce się nauczyć jeździć jak mistrz i bardzo pilnie ćwiczy, kiedy tylko ma taką możliwość. W pozostałym czasie oddaje się trzem innym pasjom: grze Minecraft, Pokemonom i… eksperymentom.

– Przy tej chorobie gry bywają jedyną rozrywką. Wszystko jest teraz minecraftowo-pokemonowe – śmieje się mama, pani Małgorzata. – Na szczęście gra w Pokemony jest taka, że nakłania do chodzenia. Żeby pokemona wytropić i złapać.

A jeśli chodzi o eksperymenty, to Antoś nie ma sobie równych. Jego żywioł to lepienie wymyślnych kształtów ze Slime’ów, a kiedy akurat nie ma ich pod ręką, potrafi przyprawić mamę o zawrót głowy, bo robi je sobie sam. Z tego, co akurat znajdzie. Na przykład w lodówce. Żeby sprawdzić, co się stanie kiedy coś z czymś się zmiesza, rozpuści albo zamrozi.

– Ciocia Antosia jest chemikiem. Widać, że łączą ich geny – żartuje pani Małgorzata. – Ostatnio sami robiliśmy lawę, kulki hydrożelowe, a w Przylądku Nadziei najfajniejsze zajęcia do Klub Einsteina. Antoś je uwielbia.

Zanim jednak trafił do Przylądka, Antoś przeszedł naprawdę bardzo długą drogę. Zaczęło się wiosną, w kwietniu 2018 roku. Od zwykłego pociągania nosem. Choć w przypadku przedszkolaka infekcje to nic szczególnie nadzwyczajnego, rodziców to zaniepokoiło.

– To siąpanie nie przypominało katarków, które Antoś miewał do tej pory. A dodatkowo, pół roku wcześniej przechodził zapalenie płuc. Zgłosiłam lekarzowi. Myślałam, że to może być jakaś alergia – opowiada pani Małgorzata. – Pani doktor uspokajała, że to nic poważnego. Zwykła infekcja, przeziębienie. Kolejni lekarze, u których byliśmy na kontroli, też nie widzieli powodów do niepokoju.

Laryngolog nic nie znalazł. Zaniepokoił się specjalista od alergii

Pod koniec maja, sprawy zaczęły się jednak komplikować. Do pociągania nosem doszło krwawienie. I długo nie ustępowało, więc Antoś trafił do laryngologa. Po bardzo pobieżnym badaniu chłopiec dostał skierowanie na badania pod kątem wycięcia migdałka…

Pierwsze podejrzenia, że sprawa jest znacznie poważniejsza zaczął mieć… alergolog, do którego rodzice zabrali Antosia, podejrzewając że kłopoty z noskiem mogą być objawem wiosennej alergii. Podczas badania zajrzał też chłopcu do noska. I zauważył skrzeplinę. Podpowiedział pani Małgorzacie, żeby na wszelki wypadek pojechali do szpitala. Na SOR. Taka skrzeplina i ciągle pojawiające się krwawienia mogły mieć poważniejszą przyczynę niż zwykła infekcja.

– Pojechaliśmy do szpitala całą rodziną. Czekaliśmy kilka godzin na przyjęcie, bo nasz przypadek nie był nagły. Wtedy Antkowi poszła ciurkiem krew z noska. Z drugiej dziurki, niż do tej pory – wspomina pani Małgorzata. – Zostaliśmy przyjęci. Pani doktor, żeby zajrzeć do noska musiała odessać krew i wydzielinę. Wtedy Antoś zaczął kaszleć i… wypluł guza. Na sam środek sali.

To był tylko polip? Niestety, nic z tych rzeczy…

Lekarze początkowo starali się uspokoić rodziców, że to nic poważnego. W przeciwnym razie guz na pewno by się nie urwał. Podejrzewali, że to polip. Opatrzyli Antosia i wysłali całą rodzinę do domu. Tam mieli czekać na wyniki histopatologicznego badania guza. Miały być po tygodniu.

– Ale czekanie się przeciągało, wyników nie było, a w międzyczasie Antoś zaczął mieć silne bóle głowy. Łapał nocą bezdech, zaczął chrapać – wspomina mama chłopca. – Znów trafiliśmy na SOR, ale bez wyników szpital nie chciał zrobić nawet tomografu. Musieliśmy nadal czekać.

Od pierwszych objawów mijały właśnie trzy miesiące. Czas uciekał, bo nie wszystkie badania można było zrobić w Opolu. Próbki trafiły do Wrocławia. Do laboratorium w Przylądku Nadziei. Od tego momentu sprawy potoczyły się błyskawicznie. Kiedy lekarze z Przylądka zobaczyli wyniki Antosia, natychmiast skontaktowali się ze szpitalem. Chłopiec jak najszybciej musiał zacząć leczenie.

Dwa dni później dniach Antoś z rodzicami i kompletem dokumentacji był już we Wrocławiu. Rezonans, punkcja, założenie broviaca. I rozpoczęcie podawania chemii. Diagnoza: mięsak prążkowo-komórkowy, typ embrionalny. W trzecim stadium. Sytuacja była poważna. I duże ryzyko, z uwagi na umiejscowienie guza w nosogardle z lokalizacją okołooponową. Na szczęście – jeszcze bez przerzutów.

– Był duży. Uciskał już opony mózgowe, stąd wszystkie przypadłości Antosia. Do tego umiejscowienie tak nieszczęśliwe, że nie można usunąć go operacyjnie – wzdycha mama. – Już wiedzieliśmy, że czeka nas długa batalia. Chemia, radioterapia, być może operacja.

Protonoterapia w Krakowie

Po trzech cyklach chemii guz zareagował i zaczął powoli ustępować. Chłopiec zakwalifikował się na protonoterpię. To precyzyjny rodzaj naświetlania, który nie obciąża całego organizmu, a skupia się na niewielkim wycinku. Tam, gdzie znajduje się guz. Terapię chłopiec przeszedł w Krakowie. Po sześciu tygodniach wrócił do Przylądka na kolejne cykle chemii. Wyniki badań napawały optymizmem. Guz wysechł całkowicie. Trzeba było jednak pobrać próbkę do badania histopatologicznego. Żeby upewnić się, że nowotwór został pokonany.

– Na pobranie próbki pojechaliśmy do Szczecina w czerwcu ubiegłego roku. Do najlepszych specjalistów, bo umiejscowienie guza było bardzo niebezpieczne – opowiada pani Małgorzata. – Niestety, nie było możliwości usunięcia całego, wyschniętego guza. To woreczek zatokowy. Usunięcie groziło silnym krwotokiem. Skończyło się na pobraniu niewielkiej próbki.

Wyniki badania histopatologicznego ucieszyły wszystkich. Komórek nowotworowych już nie było!

Miesiąc bez chemii. Tylko miesiąc

Do stycznia tego roku Antoś przechodził jeszcze leczenie podtrzymujące i mógł wreszcie odstawić chemię. Niestety, tylko na miesiąc…

– Pod koniec stycznia mieliśmy zrobiony bilans. I okazało się, że jest wznowa. W zatokach znów był nowotwór. Prawie w tym samym miejscu – smutnym głosem wspomina pani Małgorzata. – Rezonans pokazał dodatkowo malutką kropeczkę w płucach. Tomograf też ją wykrył, ale lekarze nie byli pewni co to jest. Czy to nie przerzut. Badanie PET tydzień później pokazało na szczęście, że jest czysto. Chcę wierzyć, że to był tylko przypadek, nic poważnego.

Chemia zaczęła się od nowa. Tym razem inny, silniejszy protokół. Badania przeprowadzone po trzech cyklach pokazały, że tym razem przeciwnik jest silniejszy. Zamiast się cofać, rośnie. Nieznaczna, ale jest progresja. Dla rodziców to był cios…

Dwa kolejne cykle znów zmienionej chemii zadziałały. Rak zaczął się powolutku cofać. Antoś dostaje więc kolejne dawki i czeka na decyzję lekarzy, czy będzie mógł przejść też kolejną radioterapię. Dawka naświetleń, którą już przyjął podczas poprzedniego leczenia była już bardzo duża.

Na tę chwilę Antoś otrzymuje silny, nierefundowany dla dzieci lek Votrient. W zakupie leku rodzicom pomaga Fundacja “Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”. Terapia potrwa do końca lipca. Wtedy Antoś przejdzie kolejną serię badań i na podstawie wyników lekarze będą decydować o dalszym leczeniu.

Zdrowie Antka to największe marzenie całej rodziny. Personel Przylądka i Fundacji robi wszystko, żeby to marzenie jak najszybciej się spełniło. Was prosimy o dobre myśli i trzymanie kciuków za Antosia. Żeby mógł wreszcie wrócić do domu i nauczyć się akrobacji na rolkach.

 

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych!
Przylądek Nadziei wpłaty

25zł

Wpłacam

50zł

Wpłacam

100zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!

Pomagam i wpłacam