Pomagam i wpłacam

Marzy, by opiekować się zwierzętami, choć dziś sam wymaga specjalistycznej opieki. Siedmioletni Michał dzielnie walczy z mięsakiem prążkowanokomórkowym (RMS)

5 maja 2022

Michał Drankiewicz z Głogowa jest bardzo ambitny. W przyszłości chciałby zostać weterynarzem i opiekować się zwierzętami. Bardzo lubi przebywać na gospodarstwie, karmić króliki, kury i kaczki. Zanim jednak zacznie pomagać innym musi najpierw pomóc sobie i wygrać walkę z nowotworem zlokalizowanym w prostacie i blokującym pęcherz moczowy.

Michał uwielbia spędzać czas ze swoim młodszym bratem, pięcioletnim Nikosiem. Wspólnie dbają o gospodarstwo rolne u dziadków. Michał zajmuje się zwierzętami, natomiast Nikoś dba o sprzęt rolniczy i marzy o samodzielnej jeździe traktorem. Wspaniale się uzupełniają. Z taką ekipą pomocników dziadkowie nie muszą się martwić. To tutaj narodziła się miłość Michała do zwierząt, o których – jak zapewniają nauczycielki z przedszkola – pięknie potrafi opowiadać, zarażając wszystkich pozytywną energią. Dlatego ma wielu przyjaciół.

– Jest bardzo aktywnym dzieckiem z wieloma pasjami. Lubi grać w piłkę, w badmintona, a kiedy na dworze pada deszcz, wówczas godzinami studiuje mapę świata i zadaje dużo pytań. Interesują go wszelkie łamigłówki, czyli to, co wymaga zastanowienia. Ma zadatki na prawdziwego naukowca – mówi jego tato, pan Leszek.

Kiedy chłopiec nie rozwiązuje zagadek, czyta z rodzicami między innymi: Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek, Mikołajka, Nelę Małą Reporterkę, ogląda Byczka Fernando czy Księcia Czarusia. Lubi też seriale: Zwierzęce Zagadki i Mądroboty. Uwielbia programy przyrodnicze – oczywiście o zwierzętach. Bawi się ponadto klockami Lego i klockami Playmobil. Najczęściej buduje z nich zagrodę i gospodarstwo dla zwierząt.

– Choć syn chodzi jeszcze do przedszkola, jest już bardzo świadomy siebie i nie może doczekać się szkoły. Cieszy go perspektywa poznawania nowych rzeczy – wyjaśnia tato chłopca.

Wydawało się, że to zwykłe zapalenie

W połowie stycznia rodzina Drankiewiczów była w odwiedzinach u dziadków. Wtedy to Michała przewiało. Objawy wskazywały na zapalenie cewki moczowej. Urolog w Głogowie przepisał antybiotyk. Lek pomógł, lecz objawy choroby nawracały co kilka tygodni. Kiedy Michał ponownie przyszedł z rodzicami do lekarza, ten zlecił tym razem wykonanie badania USG, po którym w nerkach chłopca wykryto piasek. Jednak obraz pęcherza pozostawał nieczytelny ze względu na częstomocz.

– Urolog przepisał nowe leki. Po dwóch tygodniach względnej poprawy, 3 marca w czwartek rano otrzymaliśmy telefon z przedszkola informujący, że syn nie może w ogóle się załatwić – wspomina pan Leszek. – Pojechaliśmy więc do głogowskiego szpitala, jednak na miejscu odmówiono nam przyjęcia z zaleceniem zażycia w domu furaginy.

Tymczasem w nocy z czwartku na piątek bóle się nasiliły. O trzeciej nad ranem tato z Michałem pojechali na pogotowie. Chłopca zacewnikowano i spuszczono mu mocz, bo nie mógł go oddać od ponad 12 godzin. Jednak i to nie pomogło. Michał nadal nie mógł się samodzielnie załatwić.

Wtedy, po drugim badaniu USG okazało się, że cewka jest już zajęta przez siedmiocentymetrowy guz.

– To było jak ścięcie. Potrzebowaliśmy czasu, żeby przyzwyczaić się do myśli, że nasz syn jest chory. Teraz liczy się tylko jego zdrowie – przyznaje pan Leszek.

Michał Drankiewicz Przylądek Nadziei

Chemię chłopiec znosi bardzo dobrze

Kilka dni po wykryciu guza i potwierdzeniu go w rezonansie magnetycznym, Michała przewieziono do Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego im. Tadeusza Marciniaka we Wrocławiu, gdzie pobrano mu szpik kostny i założono cewnik Broviaca. Jeszcze tego samego dnia późnym wieczorem rodzina Drankiewiczów trafiła do Przylądka Nadziei.

W klinice naszemu dzielnemu pacjentowi zrobiono kolejne badania: ponownie rezonans magnetyczny, tomografię i badanie kardiologiczne. Wszystko po to, żeby wykluczyć przerzuty. Na początku marca Michałowi podano pierwszą dawkę chemii. Jak ją zniósł?

– Pierwszą – bardzo dobrze. Obecnie syn jest po trzecim cyklu chemii z zaplanowanych dziewięciu. To chemia znacznie mocniejsza niż dwie poprzednie. Wciąż czekamy na znaczące zmiany w wielkości guza. Michaś na szczęście nie wymiotuje, nie ma biegunki. Z wyjątkiem włosów. Te oczywiście wypadają. Nie ma też apetytu i wyniki również lecą. Jednak tutaj pomagają zastrzyki wzmacniające oraz przetaczanie krwi – ocenia tato.

Leczenie może potrwać nawet rok

W trakcie chemioterapii – po zmniejszeniu wielkości guza – planowany jest zabieg polegający na jego usunięciu. Od momentu wykrycia guz wciąż się nie zmniejszył. Jeśli zabieg się powiedzie Michała czekać będzie jeszcze radioterapia. Jak oceniają lekarze – leczenie, bez komplikacji, może potrwać około roku.

– W Przylądku jesteśmy drugi miesiąc i jesteśmy dobrej myśli – podsumowuje pan Leszek.

My z kolei również jesteśmy pełni nadziei i trzymamy kciuki za leczenie Michała oraz jego ambitne plany na przyszłość. Michałku – chore zwierzęta czekają na Ciebie!

 

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

 

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych!
Przylądek Nadziei wpłaty

50zł

Wpłacam

100zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Wspieraj systematycznie

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!

Pomagam i wpłacam