Kacper uwielbia pomagać. Kiedy pokona białaczkę, będzie pokazywać ludziom świat

21 marca 2019

Utalentowany tancerz i aktor, miłośnik turystyki i chłopak o złotym sercu dla ludzi i zwierząt. Opisać Kacpra jednym zdaniem nie sposób. Już prawie rok mierzy się z nietypową odmianą białaczki szpikowej. Ale wie, że dzięki wsparciu rodziców i przyjaciół nawet najtrudniejsze wyzwanie można zrealizować. A potem zająć się ambitnymi planami, których nastolatkowi też nie brakuje.

Kacper Kapral ma 17 lat. Pochodzi z Kłodzka na Dolnym Śląsku. Jest uczynny, zaangażowany. Wie, jak ważne jest pomaganie i sam potrafi wyciągnąć pomocną rękę do potrzebujących. Jeszcze do niedawna był wolontariuszem w schronisku dla zwierząt w Polanicy Zdroju. Wsiadał na rower i jeździł kilkanaście kilometrów, żeby opiekować się zwierzakami.

W 2016 taki wyjazd skończył się kraksą. Kacper wpadł w poślizg na rozsypanym piasku i się przewrócił. Naderwał wiązadła krzyżowe w kolanie. Czekała go operacja rekonstrukcji, ale ortopeda wspólnie z rodzicami – panią Edytą i panem Markiem – zdecydowali, że poczekają aż Kacper przestanie rosnąć. Żeby nie wchodzić potem inwazyjnie drugi raz w kolano.

– Kacper musiał po wypadku ograniczyć aktywność – martwi się tata, pan Marek. – A wcześniej uprawiał sport, miał duże sukcesy w tańcu towarzyskim. Przywoził medale i puchary z turniejów. Taekwondo, pływanie, piłka nożna i ręczna, zimą narty. Dla ojca to ogromny powód do dumy.

Ale życie Kacpra nie kręciło się tylko wokół sportu. Interesuje się komputerami, ale brał też udział w działalności artystycznej szkoły. Lubi być na scenie, występy przed publicznością. Nigdy nie stał z boku. Jednak na początku poprzedniego roku szkolnego rodziców coś zaniepokoiło.

Kacper Kapral

– Kacper stracił energię. Był osowiały i często zmęczony. Pojechaliśmy na badania i okazało się, że ma kłopoty z tarczycą. Dostał standardowe leki i po kilku miesiącach pojawiliśmy się na kontroli – opowiada pan Marek. – Kiedy zobaczyłem wyniki, usiadłem z wrażenia. Poleciały płytki krwi, poleciały białe ciałka. Następnego dnia powtórzyliśmy morfologię. Wyniki były jeszcze gorsze…
Już z podejrzeniem białaczki Kacper trafił prosto do Przylądka Nadziei. Rodzice dokładnie pamiętają datę. 10 maja. W szpitalu lekarze pobrali Kacprowi próbkę szpiku. Diagnoza: rzadka odmiana białaczki szpikowej. Bardzo nietypowa, spotykana bardziej u dorosłych, niż u dzieci.

Rozmowy na trudne tematy

Od tego czasu – leczenie. Za Kacprem już pięć cykli chemii. Na bazie arszeniku. Do końca marca trwa cykl szósty. Potem zapadnie decyzja, co dalej. Tata nie ukrywa, że każde badanie to niewiadoma. Organizm Kacpra jest bardziej podatny na infekcje i słabszy, niż wcześniej.

– Ta odmiana białaczki w 90 procentach jest wyleczalna, ale mieliśmy z żoną trudne rozmowy z Kacprem. To mądry chłopak, w pełni świadomy co mu jest – opowiada pan Marek. – Zadawał trudne pytania i były przy tym bardzo duże emocje, których trudno nie okazywać. Sam miałem z tym kłopoty.

Ale rodzice Kacpra wiedzą doskonale, że rozmowa to podstawa. Wiedzą, że trzeba rozmawiać. Podkreślają, że Kacper musi mieć świadomość, co to za choroba, jak będzie przez nią przechodzić i jak długo to będzie trwało. Wszystko musi być pod kontrolą.

– Sam zrobiłem ten błąd, że na początku włączyłem internet i zacząłem szukać. Czytałem artykuły, fora, opinie innych rodziców. To było niepotrzebne. Wszyscy mi odradzali, ale czytałem… Nabiłem sobie głowę strasznymi rzeczami i opisami – kręci głową pan Marek. – Od roku już do internetu nie zaglądam. Wolę porozmawiać z lekarzami, zapytać konkretnie. To dużo lepsze podejście. A emocje są tu bardzo, bardzo ważne.

Tata Kacpra nie ukrywa, że pojawiały się również momenty zwątpienia i załamania. Różne myśli kłębiły się w głowie całej rodziny. Zwłaszcza podczas chemii, kiedy Kacper czuł się gorzej. Miał zaburzenia widzenia.

– Ale syn już wiedział, że czasem będzie się czuć bardzo źle, nawet fatalnie. Mógł się psychicznie przygotować. Że tak musi przez chwilę być, żeby pokonać chorobę – tłumaczy tata. – Kacper wie na czym stoi i jakie mogą być skutki. I negatywne i pozytywne. To rozmowa jak z dorosłym. Ale bardzo ważne, żeby czuł od nas uczucie, miłość i wsparcie. Ważne są nie tylko nakazy i zakazy, ale także poważna, szczera rozmowa.

Ważne jest i to, żeby czasem umieć przymknąć oko i pozwolić na zachcianki. Dlatego raz na jakiś czas, oczywiście z umiarem, tata pozwala Kacprowi na jakąś przekąskę. Żeby nie zagubił smaku.

Turysta ze smakiem

Bo Kacper na temat smaku też sporo wie. Po ukończeniu gimnazjum planował nawet pójść na kierunek gastronomiczny w technikum turystycznym w Polanicy Zdroju. Choroba i te plany pokrzyżowała. Kacper musiał wybierać szkołę w bardzo trudnym momencie.

– Już wiadomo, że będzie miał obniżoną odporność, dlatego kuchnia może być miejscem ryzykownym – tłumaczy pan Marek. – Dlatego statecznie szkoli się na specjalistę od obsługi turystycznej. Wybór szkoły pozostał, ale zmienić się musiał kierunek.

Turystyka to też ważna część życia Kacpra. Tata nauczył go chodzenia po górach – w okolicach Kotliny Kłodzkiej tereny do pieszych wędrówek są wręcz idealne. Chłopak lubi filmy na National Geographic i często razem z tatą je oglądają. Pan Marek trochę się tylko martwi, że Kacper przyzwyczaja się do braku aktywności.

– Mięśnie słabną. A ze względu na sterydy i brak ruchu Kacper trochę przytył – wzdycha tata. – Z chęcią by popływał, ale z browiakiem nie można. Na rowerze stacjonarnym też trudno, bo jest obolały.

Wyzwanie dla całej rodziny

Pan Marek opowiada też, że cała sytuacja to dla rodziny duże wyzwanie. Organizacja życia postawiona jest na głowie, bo żyją praktycznie na dwa domy. Jeden w Kłodzku, drugi we wrocławskim Przylądku. Kiedy Kacper wróci już do domu, wiele będzie musiało się zmienić i tam. Zwłaszcza na początku, przez wzgląd na obniżoną odporność Kacpra.

– Mieszkanie trzeba przygotować. Przystosować pokój, kuchnię. łazienkę. Chodzi o kwestie bezpieczeństwa i higieniczne. Nie może być firanek, dywaników. Jak najmniej bibelotów na półkach. Nawilżacz z oczyszczaczem powietrza – wylicza pan Marek. – To niby drobne rzeczy, ale tych drobiazgów jest bardzo dużo. Nawet szczoteczka do zębów jest problematyczna. Bezpieczniej będzie używać sonicznej, niż klasycznej.

Kacper Kapral

Na tym nie koniec. Szykuje się rewolucja w szafie (pojawić się będzie musiała tak zwana odzież oddychająca) i w kuchni. Specjalna dieta i precyzyjny cykl żywienia. Szybkowar, gotowanie na parze. Ale dla pani Edyty i pana Marka liczy się przede wszystkim to, żeby Kacper wyzdrowiał. Cieszą się, że wyniki wyglądają coraz lepiej. I podkreślają, jak bardzo pomocne są w terapii warunki w Przylądku.

– Rodzice, którzy przyjechali z innych ośrodków są w szoku, jaki tu jest poziom. Sam byłem przygotowany na wszystko. Za pierwszym razem zabraliśmy z domu pościel, śpiwory… Zupełnie niepotrzebnie. A podejście i empatia lekarzy, personelu są niesamowite. Tak powinno być wszędzie – twierdzi stanowczo pan Marek. I już teraz zapowiada, że po wszystkim Kacper zasili szeregi OnkoMOCNYCH. -Cieszymy się, że powstało takie centrum konsultacyjne. Że Kacper będzie mógł być pod kontrolą specjalistów nawet długo po tym, jak już wyzdrowieje.

Kacper ma duże wsparcie rodziców, ale również koleżanki i koledzy odwiedzają go w Przylądku. Co więcej, zaangażowali się bardzo w pomoc, żeby jak najszybciej wrócił do zdrowia i do domu. Organizują wydarzenia i zbiórki pieniędzy. Działają tak, jak Kacper działał sam, zanim trafił do szpitala. Biorą z niego przykład i teraz pomagają koledze. I też czekają, kiedy w końcu do nich wróci.

 

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych

25zł

Wpłacam

50zł

Wpłacam

100zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!

Przekaż 1% podatku