Pomagam i wpłacam

Kacper, wielki fan motoryzacji, toczy walkę z niebezpiecznym guzem mózgu

24 października 2019

Brak apetytu, zachwiania równowagi, bóle głowy, wymioty – to nie było osłabienie ani niedobór witamin. Okazało się, że za złym samopoczuciem Kacperka stoi groźny przeciwnik: glejak, rozlany po pniu mózgu. Niestety guz jest nieoperacyjny, więc walka z tym nowotworem jest niezwykle trudna. Jak na prawdziwego mężczyznę przystało, Kacper rozprawia się z chorobą bardzo dzielnie.

Roześmiany, otwarty i niezwykle rozmowny. Jak rodzice twierdzą: „prawdziwa gaduła” – taki właśnie jest pięcioletni Kacper Kulik. Chłopiec mieszka z rodzicami w Brzegu Dolnym. Uwielbia spędzać czas, bawiąc się samochodami i motorami – a także rysując i bawić się z innymi dziećmi.

Kłopoty ze zdrowiem chłopca zaczęły się lipcu. Rodzice zabrali synka do lekarza w celu badań kontrolnych. Oczekując na wizytę, pięciolatek biegał po korytarzu i nagle złapał go skurcz.

– Zaczęło go wyginać i spadł z krzesła. Podbiegliśmy do synka i go przytuliliśmy, a on jakby nigdy nic wstał i powiedział, że czuje się dobrze – wspomina pani Magda, mama Kacpra. – Myślałam, że to może z gorąca albo z głodu, bo przyszliśmy na badania na czczo.

30 września pięciolatek zachorował na zapalenie oskrzeli. Lekarze zlecili wykonanie zdjęcia RTG na którym wyszło, że przyczyną choroby jest zapalenie płuc. Pediatra zalecił antybiotykoterapię i odpoczynek w domu.

– Podawałam Kacprowi lekarstwa, po których zaczął wymiotować praktycznie codziennie – opowiada mama chłopca. – W piątek zaczął osuwać się na ziemię, miał zachwiania równowagi, rozbiegały mu się oczy, a w sobotę przewracał się i skarżył na ból głowy. Nie miał apetytu i miał problem z oddawaniem moczu. Myślałam, że jest to efekt osłabienia, braku witamin.

Rodzice już w poniedziałek udali się do lekarza, aby skonsultować niepokojące objawy. Pediatra stwierdził, że stan Kacpra jest niepokojący i skierował chłopca do szpitala w Trzebnicy. Tam specjaliści wykonali wszystkie niezbędne badania, w tym tomografię komputerową.

– Tomografia pokazała, że jest to guz mózgu – mówi pani Magda. – Zostaliśmy przewiezieni do szpitala przy ul. Fieldorfa we Wrocławiu w celu dokładnego zbadania guza. Mieliśmy nadzieję, że to pomyłka.

Lekarze, którzy szczegółowo badali pięciolatka w szpitalu we Wrocławiu, potwierdzili diagnozę pani doktor z Trzebnicy. Okazało się, że Kacper musi walczyć z groźnym nowotworem złośliwym mózgu – glejakiem, który jest nieoperacyjny. W najbliższym czasie specjaliści sprawdzą, czy nie ma przerzutów do kręgosłupa.

– Rokowania nie są dobre. Jest to duży guz, który jest rozlany po pniu mózgu, między nerwami na rdzeniu – tłumaczy pan Piotr, tata chłopca. – Miała być podjęta biopsja, ale nie zgodziliśmy się na nią, ponieważ istnieje ryzyko, że zabieg wywoła poważny krwotok wewnętrzny, a nawet zgon. Jeżeli jego stan bardzo się pogorszy, zawsze możemy cofnąć decyzję i wyrazić zgodę na biopsję.

Kacper trafił do Przylądka Nadziei, gdzie rozpoczął intensywne leczenie chemią. Czeka go również radioterapia.

– Stan Kacpra jest stabilny: chodzi, biega, bawi się. Ma dużo energii. Uwielbia sale poznawania świata-mógłby tam przebywać cały czas. Synek myśli, że jest tutaj przez katar i kaszel, bo by nie zrozumiał, co go spotkało. – opowiada pani Magda. – Ma założonego broviaca, więc na szczęście nie musi być ciągle kłuty.

Kacper ma sześciomiesięcznego braciszka – Oskara, którym rodzice (z pomocą babci) opiekują się na zmianę.

– Mąż jest z Kacprem w nocy, a ja w ciągu dnia. Przyjeżdżam z samego rana pociągiem i wracam do domu późnym wieczorem. W międzyczasie malutkim Oskarem zajmuje się babcia, która bardzo nam pomaga. Dziadek również jest dla nas olbrzymim wsparciem – mówi mama chłopca.

Rodzice poszukują wszelkich możliwych sposobów na uratowanie dziecka, ponieważ dostępne narzędzia do walki z chorobą nie są możliwe w Kacpra przypadku.

– Jedna sprawa to wielkość guza, a druga to wiek – synek jest zbyt mały, aby został poddany wielu terapiom. Jest jedna klinika w Meksyku, która operowała chłopca z tak poważnymi guzami. Są tam przypadki wyleczalności ciężkich glejaków – opowiada tata Kacpra. – Obdzwoniłem wszystkie kliniki w Polsce, kontaktowałem się nawet z NFZ, którzy rozłożyli ręce. Dlatego właśnie jedyną nadzieją jest leczenie za granicą. Został nam średnio rok, aby stawić czoła chorobie. Mamy więc bardzo mało czasu, aby uratować Kacperka.

 

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych!
Przylądek Nadziei wpłaty

50zł

Wpłacam

100zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Wspieraj systematycznie

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!

Pomagam i wpłacam