Kamil, co ma dwie mamy

4 grudnia 2016

Nie raz stał na granicy życia i śmierci. Nie raz lekarze załamywali ręce i przestawali wierzyć, że może się udać. Ale Kamil pokazał, że hart ducha, ogromna siła woli i wsparcie rodziny i bliskich potrafią zdziałać cuda.

Kamil zachorował gdy miał 15 lat. Ostra białaczka zaatakowała niespodziewanie i z zaskoczenia. Bo przecież Kamil był zdrowym, wysportowanym nastolatkiem. Był kapitanem drużyny piłkarskiej „Żurawia to My”. Już jako kilkuletni chłopiec, kopał piłkę na boisku. Zawsze był bardzo aktywny, dlatego zarówno najbliższej rodzinie, jak i samemu nastolatkowi tak trudno było się pogodzić z diagnozą postawioną przez lekarzy.

Wszyscy byliśmy przekonani, że syn pokona chorobę, ale nie zmienia to faktu, że nie byliśmy przygotowani na tak trudne i pełne ostrych zakrętów leczenie – opowiada Beata Lemańska, mama Kamila.

Krew na wagę życia

Białaczka okazała się niezwykle oporna na leczenie i zaatakowała organizm Kamila z pełną zajadłością. Kamil aż cztery razy przeszedł przeszczep szpiku. Jego rodzina była cały czas przy nim – trzeci przeszczep był możliwy dzięki temu, że komórki macierzyste zostały pobrane od jego brata. Kamil musiał też przejść eksperymentalną terapię, którą wywalczyła dla niego Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”. Kiedy po jej zastosowaniu wystąpiły wszelkie możliwe skutki uboczne, życie Kamila mogła uratować tylko masa granulocytarna. Do oddania krwi zgłosiła się jedna z pracownic Fundacji. Niestety, w ostatniej chwili okazało się, że ze względu na niedawne leczenie kanałowe zęba, nie może jej oddać. Dawca potrzebny był natychmiast.

Szefowa Fundacji – pani Agnieszka Aleksandrowicz nie wahała się ani chwili. Kiedy tylko dowiedziała się, że ma tę samą grupę co Kamil, to zaraz wstała od biurka i poszła oddać krew. Kamil stał na granicy śmierci. Ale na szczęście wszystko się powiodło – opowiada wzruszona pani Beata.

Rodzina Fundacji

Pani Beata Lemańska nie ma wątpliwości, że dzięki Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”, jej syn żyje. Niestety cały czas się zmaga z ogromnymi powikłaniami po bardzo skomplikowanym leczeniu. Choroba odpuściła, ale spustoszyła organizm nastolatka. Dziś Kamil nieustannie się rehabilituje i każdego dnia walczy o powrót do pełni sił i zdrowia.

A jego rehabilitacja jest możliwa między innymi dzięki wpłatom 1%, jakie przekazują Fundacji każdego roku podatnicy. Za środki uzyskane dzięki wsparciu osób składających deklaracje podatkowe, Fundacja kupuje drogie leki i nowoczesne protezy dla dzieci, które ich potrzebują oraz finansuje rehabilitację maluchów i wyjazdy do zagranicznych ośrodków. Może się wydawać, że kilkanaście, czy kilkadziesiąt złotych niewiele zmieni, ale dla chorych maluchów to naprawdę ogromne wsparcie.

Pani Beata Lemańska opowiada, że dla niej i dla jej syna, który po wyczerpującej walce, w końcu pokonał białaczkę, Fundacja to nie tylko organizacja, która pomaga w opłaceniu bardzo drogiego leczenia czy rehabilitacji.

Dla nas to prawdziwa rodzina – ludzie na których można liczyć w każdym, nawet najbardziej dramatycznym momencie – twierdzi mama Kamila. – Gdy szefowa Fundacji mówi o synu „nasz Kamil”, to ja wiem, że on też jest trochę jej. I ona jest jego drugą mamą.

 

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

 

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych!
Przylądek Nadziei wpłaty

25zł

Wpłacam

50zł

Wpłacam

100zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!