Kornelki czary na zdrowie

30 stycznia 2017

Sześcioletnia Kornelia uwielbia księżniczki. A gdyby sama miała czarodziejską różdżkę, to na pewno odczarowałaby siebie. Dziewczynka walczy z nowotworem – złym potworem, który na wiele miesięcy odebrał jej radosne dzieciństwo. I choć Kornelka musiała do walki stanąć drugi raz, to i ona, i jej mama wierzą, że jej wynik musi być tylko jeden. Wygrana!

Kornelka była zawsze okazem zdrowia – na nic nie chorowała, na nic się nie skarżyła. Choroba zaczęła się znienacka i sprawiła, że życie dziewczynki i jej mamy najpierw się zatrzymało, a potem przyspieszyło w ciągu czterech dni. Zaczęło się od zaczerwienionego moczu. Gdy czekały na wyniki badania, to mama zauważyła delikatne wybrzuszenie na brzuszku Kornelii. Szybko popędziły do lekarza, żeby prywatnie zrobić USG. Kornelka bardzo bała się lekarzy i do badania podchodziły pięć razy. Bez skutku.

W końcu lekarz odpuścił, bo powiedział, że nie będzie już dłużej męczył dziecka. Dopiero po kilku godzinach okazało się, że to dopiero początek naszej długiej przygody z lekarzami – wspomina ze smutnym uśmiechem mama Kornelki, pani Joanna Kuncajtis.

Ruszyła medyczna lawina

Wieczorem tego samego dnia trafili na Szpitalny Oddział Ratunkowy Chirurgii Dziecięcej. Lekarz, który zobaczył dziewczynkę i jej wyniki nie miał wątpliwości, że dzieje się coś złego. Kornelka natychmiast została zabrana na oddział. Pierwsze badania i od razu wstępna diagnoza – nowotwór złośliwy nerki. A fachowo rzecz ujmując – guz Wilmsa – nerczak zarodkowy – nephroblastoma III stopnia z przerzutami do węzłów chłonnych.
W cztery dni nasz świat stanął na głowie i ruszyła cała lawina – opowiada pani Asia.

Pierwsze zabiegi, badania, i pierwsza chemia, która jeszcze przed operacją miała zmniejszyć objętość guza. Po miesiącu operacja, podczas której lekarze musieli usunąć nie tylko guza, ale i całą nerkę.

Kornelka długo nie mogła pogodzić się z nową szpitalną rzeczywistością. Całym jej światem była wtedy mama. To ona zapewniała jej poczucie bezpieczeństwa w tym trudnym czasie. Nie chciała zgodzić się na żadne badanie, jeśli nie było mamy przy niej, jeśli nie trzymała jej za rękę. Do tych najtrudniejszych, przy których nie mogła jej towarzyszyć mama, musiała być usypiana. Stopniowo, dzień za dniem dziewczynka przyzwyczajała się do wszystkich skomplikowanych procedur.
Sama wiedziała, gdzie należy podpiąć kabelki z kroplówkami, kiedy kończy się chemia. Przyzwyczaiła się i na jej buzię wrócił uśmiech, którym potrafiła zaczarować wszystkich wokół – opowiada pani Asia. I chyba ten uśmiech zaczarował też i guza. Po roku intensywnej terapii dziewczyny usłyszały upragnione słowa – „Jest czysto”.

Scenariusz napisany przez chorobę

Kornelka wróciła do normalnego życia. Do rodziny, koleżanek i kolegów. I do przedszkola! Została nawet wybrana zastępcą burmistrza w swoim przedszkolu, a gdy mama po nią przychodziła, to płakała, że jeszcze nie chce wracać do domu. Jednak po pół roku szczęście znów zawisło na włosku. Po drugiej kontroli okazało się, że potwór powrócił. Standardowe prześwietlenie klatki piersiowej i jak zwykle długie dni czekania na wynik.
Zadzwonił do mnie telefon. Gdy na wyświetlaczu telefonu zobaczyłam wrocławski, nieznany numer, to zamarłam. Wiedziałam, że skoro sami dzwonią, to nie może być nic dobrego – wspomina pani Asia ze smutkiem. – W słuchawce usłyszałam, że musimy pilnie zgłosić się do szpitala na badanie tomografem, bo w płuckach Kornelki coś się pojawiło. Pomyślałam sobie, że przecież wszyscy mówili, że z tym guzem się nie wraca do szpitala. Że to się leczy, a potem jest już tylko normalne życie.
Niestety to normalne życie podyktowało im zupełnie inny scenariusz. I nawet pielęgniarki się zdziwiły, gdy znów zobaczyły Kornelkę na oddziale. Tym razem znów wszystko potoczyło się błyskawicznie – powrót do szpitala, jedna, a potem druga operacja. I znów chemia, która czasem bardzo daje się we znaki. Bo tym razem dużo agresywniejsza, silniejsza. Taka, która ma dać gwarancję, że tym razem na zawsze pożegnają się z rakiem.

Czary na zdrowie

Mimo traumatycznych przeżyć Kornelia dzielnie znosiła pobyty w szpitalu i walkę z chorobą. Ku wielkiej radości mamy dziewczynka nie poddawała się, i była cały czas uśmiechnięta. Z ochotą angażowała się we wszystkie szpitalne atrakcje, które dla maluchów przygotowała Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”. Wzięła na przykład udział w nagraniu teledysku Mietka Szcześniaka, w którym czarowała swoim uśmiechem i pięknym, mądrym  spojrzeniem.

Terapia Kornelki była bardzo trudna i bolesna. Bywały dni, które dziewczynka całe przesypiała. Pani Asia, gdy to wspomina, ma w oczach łzy. Dziś obie wierzą, że to już tylko wspomnienie. Badania pokazują, że Kornelce udało się po raz drugi pokonać raka. Ale wciąż musi być pod stałą opieką lekarzy. A przyjazd do Przylądka Nadziei zawsze wiąże się dla nich ze stresem i niepokojem.

Mamuś nie płacz, bo i ja będę płakać – mówi dzielna sześciolatka i nie sposób jej nie posłuchać. Bo uśmiech jest jej magiczną mocą, która pomogła jej pokonać chorobę.

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Przelew tradycyjny:

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław,
Bank Millennium S.A. 97 1160 2202 0000 0000 9394 2103

Płatności Przelewy 24 kartą kredytową oraz przelewy online:
https://naratunek.org/przelewy-24-formularz/

Płatności PayPal:
https://naratunek.org/paypal/

Przekazanie 1% podatku – KRS 0000086210

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych

25 zł

Wpłacam

50 zł

Wpłacam

100 zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!

WPŁACAM