Pomagam i wpłacam

Ma dopiero 2 lata, a przeżył już wiele. Alan przebywał w Domu Dziecka, zachorował na nowotwór i stracił mamę

17 listopada 2022

Alan Witczak z Oleśnicy uwielbia być brany na ręce i przebywać wśród ludzi. Każdy może zostać towarzyszem jego zabaw. Najchętniej wystukuje melodie z telewizyjnych bajek na domowych miskach i garnkach. Kiedy tylko słyszy Jadą, jadą misie, wówczas porzuca swój muzyczny sprzęt i zasłuchany staje na baczność. Niebawem minie rok, odkąd chłopiec zachorował na hepatoblastomę i kilka tygodni, odkąd umarła jego mama.

– Alan urodził się wcześniakiem. Za nim już perfuzja jelita i operacja na przepuklinę. Ma także wędrujące jąderko, ale jest jeszcze zbyt wcześnie na zabieg. Czekam na ostateczną diagnozę – mówi tato chłopca, pan Wojciech, który po śmierci partnerki, pani Andżeliki, samotnie wychowuje syna.

Do momentu zdiagnozowania nowotworu, w związku z trudną sytuacją rodziców Alana, chłopiec przebywał we wrocławskim Domu Dziecka przy ulicy Parkowej. Pan Wojciech i pani Andżelika nie stracili jednak kontaktu z dzieckiem i regularnie odwiedzali chłopca, obiecując sobie, że jak tylko wszystko się ułoży, z powrotem zabiorą dziecko do siebie.

„Proszę przyjechać, syn ma coś z brzuszkiem”

Był 5 grudnia 2021 roku. Tuż przed Mikołajem pan Wojciech odebrał telefon. Okazało się, że dzwonili opiekunowie Alana z Domu Dziecka, którzy poinformowali, że syn trafił na SOR i powinni natychmiast przyjechać, ponieważ, jak to ujęli, „miał tkliwy brzuszek”. Po przybyciu na miejsce lekarze z SOR-u powiedzieli zszokowanym rodzicom, że to guz na wątrobie i mają od razu udać się do „Przylądka Nadziei”.

– Guz był tak duży, że było go widać na zewnątrz – wspomina tato Alana. – Miał prawie 9 centymetrów. Lekarz od razu powiedział, żeby szykować się na długi pobyt w klinice.

Pani Andżelika wróciła do Oleśnicy i naszykowała rzeczy dla Alana i pana Wojciecha, którzy od razu pojechali do „Przylądka” w celu dalszej diagnostyki.

Niestety na miejscu, po wykonaniu standardowych badań, potwierdziło się najgorsze. Diagnoza: hepatoblastoma, czyli nowotwór złośliwy wątroby.

– Przeżyliśmy totalne załamanie. Nikt się tego nie spodziewał. Jednak w „Przylądku” psychologowie szybko nastawili nas pozytywnie, na walkę, podając przykłady osób, które z tego wyszły. Uwierzyliśmy, że Alan też może pokonać chorobę – opowiada pan Wojciech.

I dodaje:

– Na wieść o chorobie Alana moi bliscy, rodzina Andżeliki – wszyscy pospieszyli z pomocą. Wsparcie zaoferowali przyjaciele i znajomi. Było dużo słów otuchy, również od przypadkowych osób, których wcześniej nie znaliśmy – wspomina tato dwulatka.

Pobyt w Domu Dziecka odcisnął na nim piętno

Zdecydowano, że chłopiec zostanie poddany chemioterapii. Pierwsze, lżejsze dawki chemii zniósł nad wyraz dobrze. Był tylko senny i osowiały. Założono mu też cewnik Broviaca, który po pewnym czasie jednak sobie wydrapał, stąd konieczne stało się założenie stałego portu. Dopiero po kolejnych, silniejszych dawkach chemii Alanowi zdarzyło się wymiotować. I kiedy zaczęły mu wypadać włosy lekarze polecili, aby je obciąć, co pozwoliłoby spowolnić ich utratę. Udało się.

– Jak to powiedział doktor Dobaczewski: „Alan ma bardzo silny organizm”. Po chemii guz zmniejszył się do zaledwie 2 centymetrów – z dumą opowiada pan Wojciech.

Jednocześnie w klinice zrobiono wszystko, żeby syn nabrał sił i zaczął lepiej funkcjonować, ponieważ pobyt w Domu Dziecka zostawił na nim ślad.

– Andżelika włożyła dużo pracy i wysiłku w to, żeby nauczyć Alana samodzielnego siedzenia, czy jedzenia. W Domu Dziecka nie przywiązywano do tego zbytniej uwagi – ocenia tato chłopca.

Operacja zakończyła się pełnym sukcesem

Obecnie Alan ma za sobą operację wycięcia guza, którą przeprowadzono w marcu br. w Gdańsku. Tamtejsi lekarze w porozumieniu z lekarzami z „Przylądka” wycięli chłopcu cały jeden płat wątroby, z drugiego natomiast wycięli dwucentymetrowy fragment. Operacja zakończyła się sukcesem, a chłopiec zaczął powoli wracać do zdrowia.

– Wątroba u dziecka regeneruje się dwa razy szybciej. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że u Alana również będzie tak samo – przyznaje tato.

Nagła śmierć pani Andżeliki mocno jednak utrudniła rodzinie powrót do normalności. Mimo licznych przeciwności losu pan Wojciech się nie poddaje i robi wszystko, żeby jak najlepiej zaopiekować się synem, którego już odebrał z Domu Dziecka.

– Regularnie, co dwa miesiące, jeżdżę z synem na kontrolę do „Przylądka”, gdzie Alan ma przeprowadzane badanie USG, robiony rezonans magnetyczny i morfologię krwi. Na tę chwilę wyniki są dobre, ale musimy poczekać jeszcze pięć długich lat, żeby syn mógł zostać uznany za ozdrowieńca – podsumowuje tato, nie tracąc nadziei.

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych!
Przylądek Nadziei wpłaty

50zł

Wpłacam

100zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Wspieraj systematycznie

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!

Pomagam i wpłacam