Pomagam i wpłacam

Od Bydgoszczy do Barcelony. Droga Jasia do pokonania raka wiedzie przez pół świata

23 lipca 2020

Jaś Borkowski to 8-letni mistrz klocków Lego i Minecrafta. Uwielbia projektować i konstruować nowe budowle, by następnie je zburzyć i stworzyć coś od nowa. Niestety, jego świat też postanowiło coś zburzyć. Chłopiec zmaga się ze złośliwym i groźnym nowotworem: neuroblastomą IV stopnia. Lekarze z Polski, Niemiec, a nawet Nowego Jorku od czterech lat robią wszystko, żeby Jaś wrócił do zdrowia. Teraz dołączą do tego grona kolejni specjaliści. Z Hiszpanii.

W domu Jasia, w Pocierzynie niedaleko Włocławka, rządzą chłopaki. Nasz mały wojownik ma dwóch braci: starszego Marcina i młodszego Stasia. Jak na braci przystało, uwielbiają spędzać razem czas, ale jak mówi przysłowie “kto się lubi ten się czubi”. Dlatego nie brakuje niewinnych bójek.

– Najczęściej spory toczą się o to, który z nich będzie dziś spał z mamą. Czasem aż pierze leci – śmieje się pani Justyna, mama chłopców. – Ale to złote chłopaki i jak trzeba, są jak trzej muszkieterowie. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Największą pasją Jasia są klocki LEGO. Może całymi dniami układać najbardziej wymyślne i skomplikowane konstrukcje. Pora dnia i miejsce nie mają dla niego najmniejszego znaczenia. Najbardziej lubi te zestawy, w których bohaterowie walczą ze złem. Ale Jaś chętnie buduje nie tylko “w realu”, ale także w świecie wirtualnym. Jedną z jego ulubionych rozrywek jest granie w Minecrafta. Chętnie też podgląda innych graczy.

– Ich nicki, czyli internetowe pseudonimy, umie wymienić na jednym wdechu. Ciągle słyszę Bella, Vito czy Wojan. Jasiek jest ich wiernym fanem – opowiada pani Justyna. – Ma też własny kanał na Youtube, gdzie prowadzi transmisje z własnych rozgrywek.

Zobaczcie Jasia w akcji! Poprosimy o łapki w górę!

Ale kiedy tylko sprzyja pogoda nasz mały bohater bez wahania spędza czas na zewnątrz. Elektryczna hulajnoga to jego najnowsze marzenie. Jednak to nad morzem Jaś czuje się jak ryba w wodzie. Niestety, spędzanie każdej wolnej chwili na plaży utrudnia choroba.

Zaczęło się od bolących plecków

Po swoich trzecich urodzinach Jasiek nagle zaczął się skarżyć na ból w plechach. Nie było jednak żadnych niepokojących oznak i siniaków.

– Tego dnia chłopcy bawili się w piaskownicy. Byłam pewna, że doszło do jednej ze sprzeczek, która zakończyła się walką na łopatki – opowiada pani Justyna. – Ale kiedy ból nie mijał, zaczęliśmy się niepokoić.

Trzeciego dnia Jasio trafił do lekarza w Bydgoszczy. Ponieważ w przeszłości miał problem z powiększonymi kielichami nerkowymi, pani doktor zleciła USG. Wyniki były ekspresowe i mrożące krew w żyłach. Badanie pokazało w brzuszku Jasia ogromnego guza. Był niewiele mniejszy od pięści dorosłego człowieka.

Rodzice nie tracili chwili. Z Bydgoszczy Jaś trafił do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Tam czekała go seria kolejnych badań: tomografia, pobranie szpiku i trepanu. Po pięciu dniach od pojawienia się bólu diagnoza była jednoznaczna: neuroblastoma IV stopnia, która w stu procentach zainfekowała szpik i kości, poza żebrami. Dodatkowo olbrzymi guz oplatał i uciskał żyłę główną, aortę, tętnicę nerkową, tętnicę wątrobową, tętnicę krezkową, żyłę główną, żyłę wrotną i pień trzewny.

Nie wolno się poddawać!

W Centrum zdrowia dziecka Jasia czekała chemioterapia, która pomogła oczyścić szpik, ale guz nadal rósł. Sposób leczenia został zmieniony, ale wciąż nie przynosił pożądanych rezultatów. Nerki i wątroba były w fatalnym stanie. Po 8 miesiącach leczenia wszystko wskazywało, że Jaś jest bez szans w starciu z nowotworem. Ale zarówno on jak i rodzice nie ani myśleli się poddać.

Mama Jasia, pani Justyna wciąż szukała ratunku dla syna, a poszukiwania zaprowadziły ją daleko za polską granicę. Dotarła do specjalistów z renomowanej, niemieckiej kliniki w Tübingen, którzy podjęli się próby ratowania syna.

Podczas dziesięciogodzinnej, bardzo skomplikowanej operacji usunięcia guza z brzuszka Jasia brali udział lekarze niemieccy i zdalnie lekarze z Nowego Jorku. Wspólnymi siłami pozbyli się niebezpiecznego intruza. Wydawało się, że dokonali niemożliwego. Nawet nerki, które ucierpiały przez nacisk guza, zaczęły pracować!

Rak nie dał za wygraną, ale mamy i dobre wieści!

Jaś coraz szybciej wracał do formy. Kolejnym przystankiem w drodze do zdrowia naszego wojownika był Przylądek Nadziei. Tu Jasia czekał kolejny z 33 cykli chemioterapii, pobranie szpiku, przeszczep, radioterapia i immunoterapia.

Guz nie dawał jednak za wygraną. Kilka miesięcy po operacji odrósł w innym miejscu. W międzyczasie Jaś przeszedł w Gliwicach terapię MIBG, która zatrzymała postęp choroby na kościach. Jasiowi podano megachemię, dzielnie przeszedł autoprzeszczep szpiku, radioterapię i immunoterapię.

Choroba wciąż jednak nie dawała za wygraną. W marcu 2019 roku guz zaatakował mózg. W Katowicach podjęto się jego usunięcia. Potem kolejna chemia, naświetlenia. Jaś mimo wszystkich przeciwności nie odpuszcza, stawia czoła chorobie i zaskakująco szybko regeneruje się po kolejnych badaniach oraz wycieńczających zabiegach.

Jaś Borkowski Przylądek Nadziei

Teraz pojawiło się kolejne światło w tunelu w długiej drodze po zdrowie. Szansę daje Jasiowi lek Omburtamab, będący na razie w fazie badań klinicznych. Czteromiesięczna terapia może być decydującym starciem i zapobiec kolejnym wznowom i przerzutom guza do mózgu. Dzięki ogromnej sile i kondycji Jasia szanse na powodzenie są duże.

Terapia ma się rozpocząć już w sierpniu w Barcelonie. Firma nadzorująca badanie kliniczne obiecała pokryć ogromne koszty leczenia, sięgające 180 tysięcy euro. To świetna wiadomość dla Jasia i całej jego rodziny. Kolejną będzie dobry efekt terapii. Prosimy wszystkich o mocne trzymanie kciuków za Jasia!

 

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych!
Przylądek Nadziei wpłaty

25zł

Wpłacam

50zł

Wpłacam

100zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!

Pomagam i wpłacam