Pomagam i wpłacam

Poznajcie Monikę. Jej pasją jest kuchnia, a marzeniem powrót do szkoły

15 października 2020

Zaczęło się od złego samopoczucia i omdleń. Zaniepokojeni rodzice pojechali z 10-letnią Moniką do szpitala, gdzie już pierwsze badanie nie pozostawiało złudzeń, że sprawa jest poważna. Dziewczynkę czekała intensywna chemioterapia i operacja. Monika to jednak niezwykle silna i dzielna osoba. Po pierwszej chwili załamania, postanowiła stawić czoła chorobie. I rozprawić się z nim tak szybko, jak to możliwe.

Monika Sadzińska z Wilkanowa w Kotlinie Kłodzkiej na Dolnym Śląsku ma 10 lat i bardzo lubi gotować. Jej popisowe dania to makarony, sosy i ciasta. Kuchnia to jej królestwo, w którym pomaga jej tata. Potrafi sama zrobić obiad dla całej rodziny. I nie boi się eksperymentować z niecodziennymi przepisami i smakami. Inspirację czerpie z dostępnych przepisów, ale dodaje do nich zawsze szczyptę własnej inwencji i kreatywności. Dlatego każdy jest jej. Autorski i wyjątkowy. Specjalność szefowej kuchni: spaghetti na dziko. W przyszłości Monika planuje zostać piekarzem, kucharzem, albo cukiernikiem.

Mama, pani Joanna śmieje się, że Monika jest dziewczyną, która nigdy się nie nudzi i zawsze znajdzie sobie interesujące zajęcie. Choć plany zawodowe wiąże ze sztuką kulinarną, Monika ma też zdolności w innej sztuce. Plastycznej. W wolnych chwilach rysuje. I to jak! Bierze udział w szkolnych konkursach plastycznych i osiąga wspaniałe wyniki, stając na konkursowym podium.

Listę pasji Moniki uzupełnia jeszcze trzeci element. Miłość do zwierząt. W domu czekają na nią papugi. Faliste. Aż dwie. A trzecia jest już na oku. Do tego jeszcze pies Reksio. I cały ten zwierzyniec otoczony jest wielką miłością.

Tak jak dwóch braci Moniki. Starszy ma 12 lat, młodszy 7. Męskie rodzeństwo nauczyło Monikę trudnej sztuki dyplomacji i kompromisu. I radzenia sobie z trudnymi wyzwaniami. Ta sztuka bardzo się jej przydaje w stawianiu czoła wyzwaniu, które pojawiło się w jej życiu zupełnie niespodziewanie.

Któregoś dnia, na przełomie marca i kwietnia tego roku, Monika bardzo źle się poczuła. Zaczęła nagle tracić wzrok. Znikąd pojawiły się omdlenia. Zaniepokojeni rodzice wezwali pogotowie. Karetka z dziewczynką musiała jechać aż do Polanicy Zdroju, żeby trafiła pod opiekę lekarza. W tamtejszym szpitalu już pierwsze badanie USG wzbudziło poważny niepokój.

Monika Sadzińska Przylądek Nadziei

Monika od razu trafiła do Wrocławia, pod opiekę onkologów. Ostateczną diagnozę postawili specjaliści z Przylądka Nadziei. Monika miała guza na lewym jajniku. W bardzo zaawansowanym stadium.

– To było dla nas jak cios. Monika nigdy poważnie nie chorowała, w rodzinie nie było wcześniej przypadków nowotworu. Byliśmy na taką informację zupełnie nieprzygotowani – opowiada pani Joanna, mama Moniki.

Dlatego nie było czasu do stracenia. Monika trafiła od razu na oddział wzmożonego nadzoru w Przylądku Nadziei. Zaczęła się chemioterapia. Jeden cykl za drugim. Żeby opanować rozwijającą się chorobę.

Początki terapii to był bardzo ciężki czas. I dla Moniki i dla mamy i dla całej rodziny. Przez pierwsze dni dziewczyna była załamana. Dusiła w sobie emocje, których nie chciała pokazać na zewnątrz. Ale szybko się otrząsnęła i zaczęła walczyć. I stawiać czoła chorobie. Wspierała ją przyjaciółka i szkolni znajomi. Przez telefon, przez internetowe komunikatory. Dodawali sił i otuchy w trudnych chwilach.

Po piątym cyklu chemii lekarze podjęli decyzję, że sytuacja jest już na tyle stabilna, że można przeprowadzić operację wycięcia guza.

– Pojechaliśmy na Fieldorfa. Tam Monika miała operację. Trzeba było usunąć cały lewy jajnik – wzdycha pani Joanna. – Na szczęście nowotwór nie zdążył dać przerzutów, nigdzie się nie rozsypał, guz został usunięty w całości.

Ostatni cykl chemii, po operacji, Monika zniosła już bardzo dobrze. Żyła myślą o powrocie do domu. Pierwsze marzenie po wyjściu ze szpitala? Wrócić do znajomych. Do szkoły. Na początek jednak uczyć się będzie zdalnie. Musi bardzo uważać, bo osłabiony po terapii organizm jest bardzo podatny na infekcje. W tej chwili najważniejsze jest odbudowanie odporności.

Trzymamy kciuki za Monikę, żeby teraz wszystko potoczyło się już szczęśliwie. Żeby spełniło się jej marzenie i nadzieja mamy, pani Joanny: żeby jak najszybciej zapomnieć o chorobie i wrócić do normalnego życia.

 

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych!
Przylądek Nadziei wpłaty

25zł

Wpłacam

50zł

Wpłacam

100zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!