Uśmiech Adrianka kontra rak

18 marca 2016

Co może wyjść z połączenia żądnego przygód i zabaw sześciolatka i jego mamy, która optymizmem zaraża wszystkich wokół? Tylko duet, który ramię w ramię, dzielnie walczy z chorobą i nie ma wątpliwości, że walkę tę musi wygrać.

Spuchnięta nóżka stała się początkiem choroby. Wiecznie uśmiechnięty pięciolatek, który nie potrafił ani minuty usiedzieć w miejscu, nagle zaczął kuleć. Czy skarżył się wcześniej?

– Tak, przy sprzątaniu – uśmiecha się mama Adriana, pani Małgorzata Preś. Ale zaraz poważnieje i dodaje, że już dwa miesiące wcześniej zaczęła jeździć z synem po lekarzach. Odbijała się od jednych, drugich i trzecich drzwi. Adriana bolała noga, była opuchnięta, a lekarze twierdzili, że chłopiec się uderzył. Jednak nie było żadnych siniaków.

Konsultacja, która zmieniła życie

W końcu chłopiec trafił z bólem drugiej stopy na ostry dyżur.

Musiał ją widocznie za mocno obciążyć, bo oszczędzał chorą nogę – wspomina pani Małgorzata. – Lekarz wtedy powiedział, że tą stopą by się nie przejmował, ale z tą opuchniętą drugą nogą nas nie wypuści – dodaje.

Cała sytuacja wyglądała coraz groźniej – łydka była szersza w obwodzie niż udo. Lekarz od razu wiedział, że dzieje się coś niepokojącego. Ale nic nam nie powiedział. Szybko załatwił USG i ściągnął swojego kolegę już z drogi do domu. Minuty napięcia, dziwnego milczenia. I tylko słowa, które rodzice zapamiętają do końca życia: „Jest dobrze, bo daleko od kości”. Rodzice widzieli tą dziwną zmianę na obrazie monitora podczas badania USG, ale nawet przez myśl im nie przeszło, co dzieje się z ich dzieckiem. Przyszli z synem na chwilę do szpitala i zostali tam od razu dwa tygodnie. Była biopsja i szereg badań. A potem skierowanie do kliniki onkologii dziecięcej.

I nikt nawet się nie zająknął, że podejrzewają nowotwór. Kazali tylko jechać na konsultację, więc znów myślałam, że mamy się tylko na chwilę pokazać lekarzowi… Po raz kolejny utknęliśmy w szpitalu na trzy tygodnie. Tym razem już z diagnoząmięsak złośliwy w podudziu z przerzutami – wspomina pani Małgosia. Ruszyła chemia i terapia.

Szaleństwo w szpitalu

Guz zareagował błyskawicznie na podane leki – szybko się skurczył i noga zaczęła wyglądać normalnie. Adrian poczuł się wyśmienicie. Owszem spadły mu wyniki krwi, ale przestała go boleć nóżka, która przez ostatnie miesiące uniemożliwiała mu swobodne bieganie. Adrian czuł się świetnie. Dzięki temu chłopiec szybko mógł przejść operację usunięcia guza. Zabieg poważny i bardzo inwazyjny, który niejedno dziecko położyłby na długie tygodnie do łóżka. Ale rezolutny sześciolatek nie mógł wysiedzieć w miejscu. I po szpitalnych korytarzach biegał z gipsem na nodze.

Ja tutaj dziecka nie mam. On całymi dniami zasuwa po korytarzach, wyciąga inne dzieci do zabawy. Jest spragniony kontaktu z rówieśnikami, dlatego tak tęskni okrutnie za przedszkolem i za kolegami – opowiada ze śmiechem mama. I rzeczywiście, gdy Adrian wpada do sali, a mama mówi mu, żeby nigdzie nie leciał, bo zaraz wychodzą do domu, to mina mu rzednie. I prosi, że … chce zostać jeszcze chwilę. Bo Adrianek potrafi odnaleźć się wszędzie. Zaraża siłą i optymizmem. Walczy i wie, że wygrać musi.

Teraz Adrianek jest już po chemioterapii. I musi regularnie zgłaszać się na badania kontrolne, które potwierdzą, że rak jest w odwrocie, że chłopiec może wrócić do normalnego życia.

Optymizm daje siłę

Cała rodzina cieszy się, choć wszyscy są ostrożni. A chyba najbardziej z powrotu Adrianka do domu jest zadowolona jego siostra. Jest dwa lata młodsza i ogromnie tęskni i za bratem, i za mamą. Gdy przyjeżdża do Adriana do szpitala, to wdrapuje się do niego na łóżko i deklaruje, że zostaje z nimi. Nie idzie do domu. A sama już też dużo przeżyła. Gdy dziewczynka miała półtora roku wylała na siebie wrzątek. I tak trafiła do szpitala, na chirurgię dziecięcą – tam, gdzie potem wylądował Adrian. Za dużo na jedną rodzinę? Mama Adriana nawet nie zastanawia się nad odpowiedzią. I mówi, że ma takie wrażenie, że to, co przytrafiło się córce, było przygotowaniem do tego, co przeszli z Adrianem. Żeby być silnym, żeby umieć podejmować decyzje, które mogą zaważyć na życiu.

Córka przeszła przeszczep skóry. Pamiętam, jak siedziałam wtedy w szpitalnej sali i zastanawiałam się nad tym, czy podpisać zgodę na operację. Gdybym się teraz tak zastanawiała nad zgodą na leczenie Adrianka, mogłoby być za późno – mówi ze łzami w oczach. – Tak musiało być – dodaje silnym i mocnym głosem. Głosem, w którym nie ma ani odrobiny wątpliwości, że musi być dobrze.

 

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

 

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych!
Przylądek Nadziei wpłaty

25zł

Wpłacam

50zł

Wpłacam

100zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!