Pomagam i wpłacam

Wzdęcia? Nie. Przyczyną powiększonego brzuszka Wojtusia jest olbrzymi guz – neuroblastoma IV stopnia

15 czerwca 2020

Dwumiesięczny Wojtuś to prawdziwy wojownik. Mimo wielu komplikacji, udało mu się przyjść na nasz świat. I kiedy wszyscy myśleli, że to koniec problemów, po kilku tygodniach okazało się, że maluszek ma w brzuszku ogromnego guza złośliwego – neuroblastomę IV stopnia. Teraz chłopczyk walczy o zdrowie i o życie. A robi to wyjątkowo dzielnie.

Wojtuś Oszywa urodził się 8 kwietnia 2020 roku w Nysie. Jest bardzo wyczekiwanym dzieckiem. Pani Alicja – mama maluszka, w trakcie ciąży zrobiła szereg badań: m.in. genetycznych, aby mieć pewność, że jej synek będzie zdrowy. Wyniki nie budziły zastrzeżeń. Wojtuś nie mógł przyjść na świat samodzielnie, ponieważ jego rączki i nóżki oplecione były pępowiną. Lekarze wykonali cesarskie cięcie i wydawać się mogło, że to koniec strachu o życie o noworodka.

Jak każdy noworodek, po kilku tygodniach powinien przejść standardową kontrolę. Jednakże z uwagi na pandemię, wszystkie kontrole zostały wstrzymane.

Duży brzuszek – duży problem

Do 3 tygodnia życia Wojtusia wszystko przebiegało dobrze. Jednak zaniepokoił mamę powiększony brzuszek synka.

– Zmartwił mnie stan Wojtka, więc skontaktowałam się z naszym pediatrą w celu przeprowadzenia porady. Z uwagi na pandemię wizyty w oddziale nie wchodziły w grę – opowiada pani Alicja. – Wysłałam więc lekarzowi zdjęcie brzuszka synka i powiedziałam, że powiększył się zaledwie w dwa dni i jest bardzo twardy. Pediatra powiedział, że nie widzi potrzeby, aby go obejrzeć i zalecił poczekać jakieś dwa tygodnie, uspokajając nas, że czasami tak bywa, kiedy dziecko przyjmuje mleko modyfikowane i że układ trawienny musi się przyzwyczaić.

Widząc, że brzuszek maluszka się powiększa i pojawiły się na nim żyłki, rodzice stwierdzili, że nie będą czekać do szczepień i po dwóch tygodniach postanowili udać się na prywatną wizytę do pediatry.

– Lekarz na szczęście nas przyjął. Zobaczył Wojtusia, jego brzuszek i stwierdził, że trzeba poczekać – opowiada mama maluszka. – Miałam złe przeczucie, więc zaproponowałam pediatrze, aby wypisał nam skierowanie na badania USG. Lekarz wziął mnie za przewrażliwioną mamę i powiedział, że żadne badania nie są jeszcze wskazane. Aby nas uspokoić, dał nam numer telefonu do osoby, która wykonuje USG.

Rodzice wykonali wiele badań, w tym badanie moczu i kiedy w końcu udało się przyjąć Wojtusia na wizytę do swojego pediatry, ten od razu skierował go na USG jamy brzusznej. Okazało się, że wątroba oraz wiele organów jest bardzo powiększona i jest podejrzenie guza.

– Pediatra od razu skierował nas na oddział i jak tylko Pani ordynator zobaczyła powiększony brzuszek synka, momentalnie uruchomiła wszystkie procedury – wspomina pani Alicja. Skontaktowała się również z profesor Kazanowską, żeby jak najszybciej skierować nas do Przylądka Nadziei.

Olbrzymi guz w nadnerczu

Wojtuś trafił do Przylądka Nadziei 13 maja, gdzie od razu przeszedł tomografię komputerową. Okazało się, że w jamie brzusznej, na wysokości nadnercza znajduje się olbrzymi guz o wymiarach 9 × 10 cm. Diagnoza była jedna: neuroblastoma IV stopnia.

– Synek jest w poważnym stanie. Guz jest rozsiany po całym brzuszku, jego organy są mocno powiększone i przesunięte – mówi mama Wojtusia. – Do tego miał silną anemię, ale na szczęście po 5 przetoczeniach krwi, morfologia się poprawiła.

Chłopiec miał mieć pobrany wycinek guza, aby specjaliści mogli go dokładnie zbadać, jednak niestety nie doszło do zabiegu.

– Kiedy Wojtuś był szykowany do operacji, przyszedł pan profesor wraz z anastazjologiem, którzy powiedzieli, że nie mogą pobrać wycinka, ponieważ stan synka jest bardzo ciężki – wspomina pani Alicja. – Jeżeli doszłoby do zabiegu, mój maluszek skończyłby na respiratorze, albo w najgorszym przypadku, nie przeżyłby operacji.

Walka o życie

Wojtek ma za sobą dwie chemioterapie. Za kilka dni czeka go trzeci cykl, a niebawem ma mieć przeprowadzane badania (w tym tomografię komputerową), które pokażą, czy terapia przyniosła oczekiwany efekt. Jeżeli guzki się zmniejszą, chłopca czeka radioterapia, autoprzeszczep i immunoterapia.

Maluszek jest bardzo energiczny, wesoły i kontaktowy. Uwielbia towarzystwo i dużo się śmieje. Dzielnie znosi chemioterapię i całe leczenie.

– Zmniejszył mu się troszkę apetyt i jest bardziej senny – mówi mama chłopczyka. – Widać, że boli go brzuszek, a do tego zaczęły się kolki, więc momentami troszkę płacze.

Od kilku tygodni maluszek przebywa w Przylądku Nadziei. Z uwagi na pandemię i wysokie zagrożenie zarażenia się koronawirusem, wszyscy pacjenci, w tym Wojtuś, nie mogą opuszczać sal.

– Cały czas siedzimy w swojej sali. Bardzo tęsknimy na naszą rodzinką, szczególnie za Anią, trzyletnią córeczką, która bardzo przeżywa rozłąkę – opowiada pani Alicja. – Na szczęście nie jesteśmy sami. Wspaniali wolontariusze robią nam zakupy spożywcze.

Rodzice wzięli sprawę w swoje ręce i uruchomili zbiórkę na leczenie Wojtusia za pośrednictwem siepomaga.pl. Każdy grosz jest na wagę złota, a prawdopodobnie za jakiś czas będzie ich potrzeba naprawdę dużo.

Mocno trzymamy kciuki za Wojtusia. Mamy nadzieję, że szybko upora się z chorobą. Bo czeka go piękne życie!

 

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

 

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych!
Przylądek Nadziei wpłaty

25zł

Wpłacam

50zł

Wpłacam

100zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!

Pomagam i wpłacam