Nasi Podopieczni

Tytus Bożek

Autor: Paula Nowak | Apr 4, 2025 9:31:06 AM

Tytus miał przed sobą wyjątkowy dzień – za trzy tygodnie miał obchodzić swoje 10. urodziny. Czekał na tort, świeczki i wspólną zabawę z przyjaciółmi, jak każdy chłopiec w jego wieku. Jednak zamiast radości, z dnia na dzień zaczęły pojawiać się lęk i niepewność. Wysoka gorączka, która mimo leczenia wracała, wkrótce zabrała go do szpitala. Początkowo wszyscy myśleli, że to zwykła infekcja, ale wyniki badań przyniosły brutalną diagnozę – białaczka limfoblastyczna. Świat Tytusa i jego rodziny zatrzymał się w miejscu.

 

Pierwsze objawy zaczęły się w poniedziałek 12 marca, kiedy Tytus poczuł się gorzej i dostał temperatury 38,5°C, która zniknęła po godzinie. Następnego dnia, we wtorek, było już nieco mniej – temperatura wynosiła 37,5°C, ale wciąż było to niepokojące. W środę, z powodu silnego bólu głowy, Tytus musiał zostać zabrany ze szkoły. Około południa pojawiła się ponownie wysoka gorączka – 38-38,5°C, która nie chciała spaść.

W czwartek Tytusowi znów rosła temperatura, dochodząc do 39°C. Pojawił się także silny ból stopy, tak intensywny, że nie dało się jej nawet dotknąć. Lekarze stosowali różne leki, by zbić gorączkę, ale temperatura szybko wracała. Tytus mimo tego zachowywał się jak zdrowy chłopiec – żartował, śmiał się, wygłupiał. Jedynym zauważalnym objawem była utrata apetytu i senność. Zrobiono test na grypę AB i COVID-19, ale wynik okazał się negatywny.

 

 

W niedzielę rodzina postanowiła udać się do szpitala w Trzebnicy, ale po pięciu godzinach oczekiwania, z powodu braku miejsca, zdecydowali się pojechać do szpitala w Oławie, aby uniknąć kolejek, których spodziewali się we wrocławskiej klinice. W poniedziałek po wykonaniu szeregu badań, wyniki krwi Tytusa wzbudziły niepokój lekarzy. Zostało podjęte natychmiastowe działanie i rodzina trafiła do Przylądka Nadziei w Wrocławiu, gdzie ostatecznie potwierdzono diagnozę - białaczka limfoblastyczna.

W Przylądku Nadziei, po dalszych badaniach, 19 marca pobrano szpik kostny i płyn mózgowo-rdzeniowy, rozpoczynając intensywne leczenie. Od tego momentu Tytus rozpoczął swoje zmagania z chorobą. Zamiast boiska i beztroskiej gry w piłkę nożną, jego codziennością stały się sterylne, szpitalne pokoje, a podróże zastąpiły badania, kroplówki i chemioterapia.

 

Choć leczenie jest bardzo wymagające, wrodzona empatia Tytusa i jego troska o innych nigdy go nie opuszczają. Zawsze potrafi pocieszyć swoich bliskich, nawet gdy sam zmaga się z trudami leczenia. Szybko układa skomplikowane konstrukcje z klocków LEGO, wygrywa w szachy z dorosłymi i obdarza wszystkich uśmiechem, mimo własnych trudności.

Leczenie białaczki jest długie i kosztowne. Oprócz terapii i rehabilitacji, rodzina musi ponosić codzienne wydatki na dojazdy, specjalistyczne leki, dietę i środki higieniczne. Chociaż robią wszystko, by zapewnić Tytusowi najlepszą opiekę, ich możliwości są ograniczone. Każdy dzień to kolejne wyzwania – zarówno fizyczne, jak i emocjonalne.

 

Tytus marzy o powrocie do domu, do swoich ulubionych gier, podróży i zabaw z przyjaciółmi. Bardzo tęskni też za swoim młodszym bratem i dwoma psami, które bezgranicznie kocha. 

Mocno trzymamy kciuki za jego szybko powrót do zdrowia!

 

Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”, ul. Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław