Klementyna, roczna dziewczynka, u której przypadkowo wykryto rzadki nowotwór wątroby, przechodzi obecnie intensywne leczenie daleko od domu, co dzieli codzienność jej rodziny między dwa miasta. Mimo trudów terapii, rozłąki i wysokich kosztów związanych z leczeniem i rehabilitacją Klementynki, jej najbliżsi żyją nadzieją, że dzięki leczeniu dziewczynka wróci do zdrowia i do wspólnego, spokojnego życia w domu.
Niepozorne początki
Klementyna ma zaledwie dwanaście miesięcy. Dziewczynka, która jeszcze niedawno odkrywała pierwsze dźwięki, kolory i gesty, dziś spędza swoje dni w szpitalnym łóżeczku – w miejscu, które nigdy nie powinno być domem dla tak małego dziecka. Jej rodzice pamiętają jeszcze moment, w którym po raz pierwszy przytulili ją do siebie. Ciepło, spokój i obietnica zwyczajnego dzieciństwa. Nikt nie był przygotowany na to, co wydarzyło się później.
Klementynka rozwijała się prawidłowo, nie dając rodzicom większych powodów do niepokoju. Była pod opieką neurologopedy i terapeuty integracji sensorycznej.
Zupełnie przypadkowo na prywatnej wizycie kontrolnej, związanej z przedłużającym się przeziębieniem, pani doktor odkryła podczas USG – dużą zmianę na wątrobie.

Niespodziewana diagnoza
Diagnoza przyszła nagle, bez ostrzeżenia. Hepatoblastoma – rzadki, złośliwy nowotwór wątroby. Lekarze mówili o statystykach, o tym, jak niewiele dzieci w Polsce mierzy się z takim rozpoznaniem. Jednak najbardziej poraziły słowa o rozmiarze guza. W małym, rocznym ciele Klementyny urósł do 8,5 x 9,5 x 8 centymetrów. Rodzice słuchali, próbując zrozumieć, jak to możliwe, że tak poważna choroba rozwinęła się tak szybko.
Klementyna wraz z mamą trafiły do kliniki w Gdańsku. Tutaj lekarze rozpoczęli intensywne leczenie – jedyną drogę, by dać szansę na zmniejszenie masy guza i przygotowanie do operacji. Każdy dzień w szpitalu to nowe wyzwania, kolejne kroki pełne niepewności, ale i nadziei na to, że organizm Klementyny zareaguje na terapię.

Leczenie i zmiana codzienności
Ten czas niesie ze sobą również rozłąkę. 500 kilometrów od domu, od taty i starszej siostry, trzyletniej Michaliny. Dom stał się miejscem tęsknoty, a codzienność rodziny została podzielona między dwa miasta. Mama i Klementyna żyją rytmem szpitala, tata i Michalina – rytmem czekania na wiadomości i kolejne odwiedziny.
Leczenie, które Klementyna przechodzi, jest trudne i obciążające. Jej organizm potrzebuje wsparcia – specjalistycznych leków osłonowych, suplementacji i późniejszej rehabilitacji, niezbędnej po tak intensywnej terapii. Do tego dochodzą koszty życia z dala od domu, dojazdów, noclegów. Rodzina wie, że przed nimi miesiące, a nawet lata regularnych wizyt w Gdańsku i Warszawie.

Nadzieja na przyszłość
W tej historii jest dużo bólu, ale równie wiele cichej nadziei. Nadziei, że każdy kolejny dzień leczenia przybliża Klementynę do momentu, w którym będzie mogła znów patrzeć na świat bez szpitalnych szyb. Że pewnego dnia rodzina znów będzie razem – nie w szpitalnej sali, lecz we własnym domu, w zwyczajnym spokoju, którego tak bardzo teraz brakuje.



