Życie potrafi zmienić się nagle i bez ostrzeżenia. Czasem wystarczy jeden niepozorny objaw, by codzienność dziecka i całej rodziny została brutalnie przerwana. Tak właśnie stało się w przypadku Paulinki – wesołej i aktywnej dziewczynki, której beztroskie dzieciństwo zmieniło się w szpitalną rzeczywistość.
Niepozorny początek
Pierwszy sygnał pojawił się na początku września, tuż po wakacjach. Podczas lekcji wychowania fizycznego Paulinka zaczęła skarżyć się na ból w okolicy pośladka. Dolegliwość nie była silna ani niepokojąca i wyglądała na typowy ból przeciążeniowy po intensywnym wysiłku. Normalnie chodziła do szkoły, brała udział w zajęciach WF i z entuzjazmem rozpoczęła kolejny sezon treningów w klubie tańca nowoczesnego MASKA, z którym była związana od kilku lat. Przez pierwsze tygodnie nic nie wskazywało na poważną chorobę. Jednak z czasem ból zaczął się nasilać, a codzienne funkcjonowanie Paulinki stawało się coraz trudniejsze.
Coraz więcej pytań
Po około miesiącu objawy się pogarszały – ból zaczął promieniować do nogi a Paulina zaczęła kuleć na lewą nogę. Skarżyła się na trudności z siedzeniem na twardych krzesłach. Stopniowo rezygnowała z aktywności fizycznej, która jeszcze niedawno była jej codziennością.
Rodzice rozpoczęli intensywne poszukiwania przyczyny dolegliwości. W ciągu czterech tygodni Paulinka była konsultowana przez wielu specjalistów – pediatrę, lekarza wad postawy, ortopedę, dwóch reumatologów, chirurga oraz neurologa. Wykonano liczne badania obrazowe, w tym USG, RTG, rezonans oraz tomografię komputerową. Dopiero rezonans magnetyczny z kontrastem, wykonany w szpitalu we Wrocławiu, ujawnił pełny i dramatyczny obraz choroby.


Diagnoza, która zatrzymała czas
Rozpoznanie było jednoznaczne – agresywny nowotwór kości. Choroba zdążyła zaatakować kość miednicy, staw biodrowy, kręgosłup oraz przylegające mięśnie.
W listopadzie 2025 roku, dokładnie w dniu swoich 11. urodzin, Paulinka została po raz pierwszy przyjęta na oddział onkologiczny. Ten dzień, który miał być świętem, stał się początkiem najtrudniejszego wyzwania w jej życiu. Od pojawienia się pierwszego, bardzo subtelnego objawu minęły niemal trzy miesiące.
Trudna droga leczenia
Po postawieniu diagnozy wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Przylądek Nadziei skontaktował rodzinę z Instytutem Matki i Dziecka w Warszawie, ośrodkiem referencyjnym dla tego typu nowotworów u dzieci. Obecnie Paulinka pozostaje pod opieką obu placówek.
Leczenie jest niezwykle wymagające. Obejmuje wyniszczające cykle chemioterapii, a kluczowym elementem terapii będzie planowana, bardzo skomplikowana operacja chirurgiczna. Konieczne będzie usunięcie kości i tkanek zajętych nowotworem, w tym całego stawu biodrowego wraz z przylegającymi mięśniami. Po operacji Paulinkę czeka dalsza chemioterapia oraz intensywna rehabilitacja.
To nie sprint. To długi, wyczerpujący maraton, pełen bólu, wysiłku i niepewności.

Między szpitalem a domem
Paulinka jest żywiołową, towarzyską dziewczynką. Uwielbia taniec i malowanie, a w szkole była wzorową uczennicą. Mieszka w Kątach Wrocławskich, gdzie uczęszczała do szkoły podstawowej – obecnie, ze względu na chorobę, objęta jest nauczaniem indywidualnym. W tym samym miejscu tańczyła w zespole MASKA działającym przy GOKiS, z czego niestety też musiała zrezygnować.
Ma starszego brata, ucznia drugiej klasy liceum, który jest dla niej ogromnym wsparciem w tym trudnym czasie. Cała rodzina stara się zachować siłę i nadzieję, choć ich codzienność została podporządkowana leczeniu Paulinki.
Paulinka ma 11 lat
Jej życie zostało nagle zatrzymane, ale wciąż jest w niej ogromna siła. Przed nią bardzo trudna droga, jednak każdy gest wsparcia przybliża ją do celu – powrotu do zdrowia, ruchu, tańca i dzieciństwa, które tak bardzo kocha.


