KRS 00000 86 210

Amelia Drąg

Niespodziewana diagnoza ostrej białaczki limfoblastycznej wywróciła świat małej Amelki i całej jej rodziny do góry nogami. Dziś trzyletnia dziewczynka dzielnie przechodzi przez kolejne etapy leczenia, zarażając cały oddział swoją niezwykłą energią i uśmiechem.

Trzyletnia Amelka to wulkan energii, dla którego każda chwila w szpitalu musi być wypełniona działaniem. Choć los wystawił ją na ciężką próbę, dziewczynka nie straciła swojego radosnego usposobienia i zacięcia do pomagania innym. Na oddziale z pełną powagą wciela się w rolę małej pielęgniarki szykującej opatrunki, a dla personelu Przylądka Nadziei stała się nawet… mistrzynią robienia zmywalnych tatuaży.

Ciągły ruch i zaraźliwa wesołość

Amelka to dziewczynka, której wszędzie jest pełno. Jest żwawa, wesoła i nie znosi nudy. W jej świecie cały czas coś musi się dziać. Lubi układać klocki, grać na tablecie i oglądać ulubione bajki. Przez długi czas królował u niej Psi Patrol, choć ostatnio coraz częściej wybiera Fixiki. Bardzo chętnie sięga też po kredki i wszelkiego rodzaju prace manualne.

Swoim artystycznym zacięciem i poczuciem humoru potrafi podbić serca całego oddziału. Niedawno została bohaterką rolki opublikowanej przez Fundację, kiedy to z pełnym zaangażowaniem ozdabiała zmywalnymi tatuażami personel Przylądka Nadziei, wywołując przy tym uśmiech na twarzach medyków i pacjentów.

Z kolei inną z jej ulubionych zabaw jest wcielanie się w panią doktor lub pielęgniarkę. Gdy dostała w swoje dłonie pustą kroplówkę, od razu postanowiła zrobić z niej użytek i wziąć na celownik swoich najbliższych. „Chciała mi zrobić wkłucie. Mówię do niej: »Ale przecież to będzie bolało!«, a ona na to z pełną powagą: »To nic, zatamujemy, mamy gazik«” – wspomina mama z uśmiechem.

Gdy w szpitalu odwiedzili ją studenci prowadzący wywiad, Amelka od razu przejęła inicjatywę. Zamiast pozwolić mówić dorosłym, sama odważnie oświadczyła: „Mamo, ty nie mów, ja powiem”. Zapytana o to, na co choruje, bez wahania wyrecytowała: „Na ostrą białaczkę limfoblastyczną”. Mimo młodego wieku doskonale wie, że musi przyjmować leki, brać tabletki i poddawać się chemioterapii, żeby w końcu wyzdrowieć.

Diagnoza w prima aprilis

Wszystko zaczęło się niepozornie pod koniec marca 2026 roku. Amelkę nagle zaczęły boleć nóżki. W ciągu kilku dni z żywiołowej dziewczynki stała się apatyczna i zmęczona. Dużo spała i mało jadła. Gdy raz zagorączkowała, a na jej bladej skórze pojawiły się niepokojące wybroczyny, rodzice wiedzieli, że trzeba natychmiast jechać do pediatry.

Pierwszego kwietnia trafili do szpitala w Lubaniu, a stamtąd od razu na SOR na dalszą diagnostykę. Wyniki kompleksowej morfologii były alarmujące. Poziom hemoglobiny spadł do zaledwie 2,6, a płytki krwi wykazały ogromne deficyty. Konieczna była natychmiastowa transfuzja krwi oraz płytek. Dzień później, 2 kwietnia, karetka przetransportowała Amelkę z mamą do wrocławskiego Przylądka Nadziei. Zrobiona na miejscu punkcja potwierdziła najgorszy scenariusz. Ostra białaczka limfoblastyczna. Zaledwie parę dni później, 7 kwietnia, dziewczynka rozpoczęła swój pierwszy protokół leczenia. 

Zamiast jednego zmartwienia – cały dom na głowie

Przed diagnozą Amelki rodzina żyła w pełnym biegu, dzieląc czas między pracę a opiekę nad bliskimi. Mama i jej partner Zbyszek tworzyli zgrany zespół. Pod ich opieką znajdowała się niedowidząca babcia oraz brat Zbyszka, który po wypadku wymaga stałej pomocy. 

Gdy miesiąc przed chorobą dziewczynki okazało się, że dziadek Amelki również zmaga się z nowotworem, na ich barki spadło jeszcze więcej obowiązków. Wiadomość o białaczce wywróciła ten i tak trudny świat do góry nogami. Nagle dotychczasowa codzienność zamieniła się w skomplikowaną układankę. Mama musiała zostać z córką w szpitalu, a Zbyszek zaczął kursować między domem a wrocławską kliniką, starając się pogodzić opiekę nad bliskimi z obecnością przy małej pacjentce. 

Gdy ruszał w drogę do Przylądka Nadziei, domowe obowiązki przejmowało jego rodzeństwo. „Ciężko, nie powiem, że nie. Na początku to był wielki szok i ciężki czas, żeby to wszystko ogarnąć w głowie i jeszcze zająć się dzieckiem” – przyznaje mama. Na szczęście mała pacjentka przyjmuje i przyswaja chemioterapię bardzo dobrze. Po udanej indukcji i konsolidacji przeszła przez wymagający protokół M, dzielnie znosząc ostatnie wlewy metotreksatu.

Ogromne oparcie i nadzieja na powrót do domu

W tym trudnym czasie rodzina odnalazła niezwykłe wsparcie w szpitalnej codzienności. Dużą siłę dają im rozmowy z innymi rodzicami na oddziale, troskliwe pielęgniarki oraz Fundacja Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową. Pani Bożenka z fundacji regularnie odwiedza Amelkę i się z nią bawi, a wspólne rozmowy przy kawie pozwalają mamie choć na chwilę złapać oddech.

Największym filarem dla mamy i Amelki jest jednak partner mamy, Zbyszek. „Zapomniałam też dodać, że mój partner bardzo nas wspiera – i mnie wspiera, i Amelkę tak samo. Jest tą pierwszą osobą, która najwięcej nas wspiera. Zbyszek bardzo nas wspiera, bardzo dużo nam pomaga. Przyjeżdża w każdą wolną chwilę, kiedy tylko może być, to z nami jest” – podkreśla mama dziewczynki.

Przed Amelką jeszcze kolejne etapy leczenia i protokół II, jednak jej wysoka energia i niezwykły hart ducha pozwalają całej rodzinie z optymizmem patrzeć w przyszłość. Wszyscy wierzą, że już niedługo dziewczynka będzie mogła zamienić szpitalne korytarze na własny pokój. 

Pomóż dzieciom chorym na raka

Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”, ul. Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

  • Płatności za pomocą: PayU, PayPal, Blik, kartą, przelewy online i tradycyjne
  • Przekazanie 1,5% podatku – KRS 0000086210

KRS 00000 86 210