Siedmioletnia Amelka jest pogodną, pełną energii dziewczynką, która kochała wycinanki, lepi małe cuda z plasteliny i uwielbia Sticha i kapibary, jest fanką YouTubera Czajnika i jego ekipy FRIENDZ. Wraz z mamą i trójką rodzeństwa spędzała mnóstwo czasu nad pobliskim jeziorem, ale teraz pływanie i wycieczki rowerowe muszą poczekać. Amelka zmaga się z ciężką chorobą i potrzebuje każdej pomocy.
Wszystko zaczęło się z pozoru niewinnie. We wtorek, 16 czerwca 2026 roku, Amelka miała lekko podwyższoną temperaturę, w okolicach 37,1 stopnia. Była ospała, ale początkowo mama nie kojarzyła tego z żadną konkretną chorobą. Obserwowała córkę.


Szybka diagnoza nowotworu
W piątek sytuacja zaczęła się jednak pogarszać – na skórze dziewczynki pojawiły się siniaki i wybroczyny, przypominające małe, czerwone kropki. Ich liczba rosła, a w sobotę do wachlarza objawów dołączył ból nóg. W poniedziałek mama uznała, że nie można dalej zwlekać i zabrała Amelkę do lekarza rodzinnego. Ten, po zbadaniu dziewczynki, skierował je do szpitala we Włocławku.
Szpital wykonał komplet badań – krwi, USG i rentgen klatki piersiowej. Podwyższone było wszystko, co tylko mogło być, zapadła więc kolejna decyzja. Za pół godziny po Amelkę i jej mamę stawi się karetka, która zabierze je do szpitala w Bydgoszczy. Sytuacja była niezwykle poważna. Wyniki krwi jednoznacznie wskazywały na białaczkę, a badania w Bydgoszczy potwierdziły tę diagnozę. W środę mama usłyszała słowa, których nikt nie chciałby usłyszeć – ostra białaczka limfoblastyczna T-ALL.
– W jednej chwili skończyło się beztroskie dzieciństwo – wspomina pani Katarzyna, mama Amelki. – Zamiast szkoły, zabawy i spotkań z koleżankami pojawiły się szpitalne sale, badania, chemioterapia i nieustanna walka o zdrowie.
Bardzo podwyższone leukocyty dziecka
Początkowo Amelka musiała mieć przetaczane składniki krwi codziennie. Jej poziom leukocytów w momencie przyjęcia do szpitala wynosił 390.000 – to ponad 50-krotnie przekroczona norma dla dziecka w jej wieku. Choć obecnie ta wartość wróciła do normy, to powody do niepokoju nie zniknęły. Musi mieć stale podawane czerwone krwinki, bo jej szpik kostny nie produkuje wystarczająco dobrej jakościowo krwi.
Wykonany w Bydgoszczy rezonans magnetyczny ujawnił kolejny problem – mikrokrwawienia do mózgu. Poradzenie sobie z nimi oznacza radioterapię i regularnie wykonywane punkcje, podczas których do głowy dziewczynki będą podawane leki. Do tego konieczna jest bardzo agresywna chemioterapia. Na ten moment Amelka jest już po pierwszych jej dawkach.
– Najtrudniej jest patrzeć, jak własne dziecko cierpi i nie móc zabrać mu bólu – wyznaje mama. – Oddałabym wszystko, żeby to mnie spotkała ta choroba, a nie moją córeczkę.


Leczenie wciąż trwa
Podawanie chemii bardzo ułatwi port, który ograniczyłby konieczność stosowania wenflonów, przez które podawane są leki. Niestety, ze względu na stan dziewczynki lekarze musieli czekać na odpowiedni moment, kiedy jej ciało będzie w stanie poradzić sobie z zabiegiem założenia portu. Teraz już się to udało – Amelka ma założony cewnik Broviaca.
Leczenie Amelki trwa – wkrótce, na przestrzeni kilku tygodni, okaże się, czy konieczny będzie przeszczep szpiku. Na razie mama trwa przy córce, wytrwale radząc sobie z tą niezwykle trudną sytuacją.
– Jestem przy Amelce każdego dnia. To ja trzymam ją za rękę, kiedy się boi, pocieszam ją, kiedy płacze, i cieszę się z każdego, nawet najmniejszego sukcesu – zapewnia pani Katarzyna. – Jednocześnie jestem mamą jeszcze trójki dzieci, które również potrzebują mojej miłości i obecności. Każdego dnia staram się być silna dla całej naszej czwórki, choć nie zawsze jest to łatwe.


