Anielka ma zaledwie dziewięć miesięcy i dopiero zaczęła swoją życiową drogę. Zamiast poznawać świat, każdego dnia zmaga się z ciężką chorobą i przechodzi intensywne leczenie. W tej historii wciąż jest miejsce na nadzieję. Nadzieję na zdrowie, dom i zwyczajne dzieciństwo.
Niepokojące objawy
W połowie listopada rodzice Anielki zauważyli, że coś się zmienia. Maleńka, zwykle radosna i spokojna, zaczęła coraz częściej płakać. Jej brzuszek stawał się wyraźnie większy po prawej stronie, a drobne codzienne czynności, takie jak przewijanie czy noszenie na rękach, sprawiały jej wyraźny ból i dyskomfort.
To, co mogło wydawać się zwykłymi dolegliwościami niemowlęcymi, nie mijało. Każdy dzień przynosił coraz większy niepokój, a rodzice wiedzieli, że trzeba działać szybko. Ich rodzicielski instynkt ich nie zawiódł.
Diagnoza, która zmieniła codzienność
Badania potwierdziły najgorsze obawy. W brzuszku Anieli wykryto ogromnego guza – aż 10 cm – który zajmował znaczną część jej maleńkiego ciała. 3 grudnia 2025 roku, w Dolnośląskim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu, przeprowadzono biopsję guza, a wynik wskazał na hepatoblastomę czyli złośliwy nowotwór wątroby wieku niemowlęcego.
W jednej chwili codzienność rodziny uległa całkowitej zmianie. Wszystko, co wcześniej wydawało się ważne, zeszło na dalszy plan. Od tego dnia liczyło się tylko jedno czyli ratowanie życia ich ośmiomiesięcznej córeczki.


Droga przez leczenie
Anielka rozpoczęła leczenie według schematu C5VD. Każdy cykl trwa trzy tygodnie, a cała terapia obejmuje sześć etapów. Początkowo organizm dobrze reagował na chemioterapię, co pozwoliło na krótki pobyt w domu i wypis 23 grudnia, tuż przed świętami. Rodzina mogła przez chwilę poczuć radość wspólnie spędzonych chwil i oddech od szpitalnej rzeczywistości.
Niestety, radość była krótkotrwała. Niecałe dwa dni później stan Anielki gwałtownie się pogorszył. Wysoka gorączka, wymioty i biegunka okazały się skutkiem zakażenia portu naczyniowego, przez który podawano chemioterapię. Konieczne było pilne usunięcie portu i założenie wkłucia centralnego, by zapobiec rozwinięciu się sepsy. Ten dramatyczny moment był kolejnym ciosem w czasie, który miał im wszystkim przynieść nadzieję. 15 stycznia Aniela rozpoczęła drugi cykl, a na początku lutego zaplanowano rezonans, po którym lekarze określą, czy nowotwór zmniejszył się na tyle, że będzie możliwy do usunięcia.
Między szpitalem a domem
Mama Anielki spędza większość czasu w szpitalu we Wrocławiu, dbając o córeczkę i towarzysząc przy jej szpitalnym łóżku. W tym czasie tata codziennie dojeżdża, zajmując się zakupami, sprawami formalnymi i wszystkim, co pozwala rodzinie przetrwać ten trudny okres. W domu dziadkowie opiekują się 3.5 letnim bratem Anielki – Antkiem, który każdego dnia tęskni za mamą i siostrzyczką. Choć jest jeszcze za mały, by w pełni zrozumieć powagę sytuacji, cierpliwie czeka na ich powrót, z nadzieją, że wkrótce znowu będą razem.
Rodzina żyje w rozdzieleniu, ponad 200 kilometrów od domu, próbując utrzymać choćby namiastkę normalności w świecie pełnym niepewności i strachu. Każdy dzień to wyzwanie nie tylko dla zdrowia Anielki, ale też dla emocjonalnej równowagi całej rodziny.

Anielka ma zaledwie dziewięć miesięcy
Jej życie dopiero się zaczęło. Każdy dzień ma znaczenie dla jej przyszłości, a każdy gest wsparcia przybliża ją do zdrowia i normalnego dzieciństwa. Rodzina wierzy, że wkrótce znów będą razem i że pojawi się czas na zwyczajne chwile – nie na szpitalnych korytarzach, lecz w domu, pełnym bliskości i wspomnień. Nie opuszcza ich nadzieja, że znów będą razem, że pojawi się czas na zwyczajne rodzinne chwile, bliskość i wspomnienia budowane w domu, a nie na szpitalnych korytarzach.




