Czy dinozaury chorują? 2,5-letni Szymek pewnie znalazłby odpowiedź na to pytanie. A jeśli nie, to pokazałby nam, czy triceratops umie prowadzić traktor. Bo dinozaury i sprzęt rolniczy to jedne z jego pasji – takie, których nawet choroba nie zdołała mu odebrać.
Jeszcze parę miesięcy temu życie Szymka i jego rodziny było zwyczajne i pełne radości. Razem ze swoim starszym, 5-letnim braciszkiem Kacperkiem potrafił godzinami wymyślać wspólne zabawy. Nawet dziś, mimo ciężkiego leczenia, stara się być tym samym radosnym chłopcem, jakim był przed diagnozą.
Przezorny zawsze zabezpieczony?
Szymon genetycznie jest obciążony polipowatością rodzinną jelita grubego (FAP) – dlatego badania nie są dla niego niczym nowym. Rodzice dbają, aby co pół roku wykonać kontrolne USG i badania krwi, żeby choroba ich nie zaskoczyła.
Zimą rodzice zauważyli, że brzuszek Szymona wygląda inaczej – wydawał się większy. Oczywiście, pojawił się niepokój, ponowne badania, prywatne i w przychodni. Wielu lekarzy uspokajało, że to zapewne nic poważnego, zwykłe wzdęcia, normalne u dzieci w tym wieku.


Diagnoza z zaskoczenia
Sytuacja zmieniła się 26 maja 2026 – na gorsze. Ból brzuszka zrobił się bardzo silny – Szymek nie chciał się bawić, jeść, nawet chodzić. Rodzice zabrali synka na SOR w Nysie, gdzie pierwsze podejrzenie padło na zapalenie wyrostka, więc konieczny był wyjazd do Opola. Tam, podczas badania USG, lekarze znaleźli na wątrobie chłopca guza wielkości 8 cm. Wykonana następnego dnia tomografia potwierdziła tę diagnozę i uzupełniła ją o przerażające wiadomości – guz dał przerzuty do płuc. Były już pierwsze podejrzenia, ale dla pewności Szymka skierowano do Przylądka Nadziei.
Tutaj poszerzona diagnostyka – w tym rezonans i badania krwi – potwierdziły to, czego rodzice i lekarze się obawiali. Hepatoblastoma z przerzutami do płuc. Nazwanie choroby było jednak dopiero pierwszym krokiem z wielu.
W dodatku diagnoza przyszła w trudnym momencie – mama Szymka niedługo wcześniej przeszła dwie poważne operacje związane z FAP.
– Wciąż dochodziliśmy do siebie i uczyliśmy się żyć z nową rzeczywistością. Gdy przyszło nam usłyszeć diagnozę naszego synka, to był kolejny cios – wspomina mama Szymka.
Dinozaury wciąż są w ruchu
Szymek musiał jechać do Gdańska, gdzie wykonano biopsję guza i założono port naczyniowy. Kolejny przystanek – Kajetany pod Warszawą i specjalistyczne badanie słuchu. Leczenie, którego wymaga chłopiec, może powodować uszkodzenia słuchu, więc konieczny był lek, który go ochroni. Dodatkowo, chemioterapia może też spowodować uszkodzenia serca i nerek, więc rodzice i lekarze muszą być niezwykle czujni.
Dziś Szymek jest po pierwszym z trzech cykli chemioterapii. Przed nim jeszcze trudna operacja usunięcia guza, potem znowu chemioterapia.
– Szymek nie traci swojego dziecięcego uśmiechu – zapewnia mama. – W szpitalnej sali nadal bawi się traktorami i dinozaurami, cieszy się z każdej chwili i próbuje funkcjonować tak, jak przed diagnozą.




