KRS 00000 86 210

Strona główna $ Nasz Podopieczny $ Wojtek Dworecki

Wojtek Dworecki

Jeszcze niedawno Wojtek najchętniej biegał za piłką i marzył o kolejnych meczach swoich piłkarskich idoli. Choroba sprawiła jednak, że musiał nauczyć się czegoś znacznie trudniejszego. Stawiać pierwsze kroki na nowo. Dziś, po wielu miesiącach leczenia i rehabilitacji, z nadzieją patrzy w przyszłość.

Wojciech ma niespełna 7 lat i jest chłopcem, którego trudno zatrzymać w miejscu. Uwielbia piłkę nożną, kibicuje Messiemu i Robertowi Lewandowskiemu, a każdą wolną chwilę najchętniej spędzałby z piłką przy nodze. W kwietniu 2025 roku jego dzieciństwo niespodziewanie zmieniła diagnoza białaczki. Dziś zakończył intensywne leczenie szpitalne i przyjmuje chemioterapię podtrzymującą, ale przed nim wciąż regularne kontrole oraz życie z rozpoznanym niedoborem odporności.

Piłka nożna to największa pasja Wojtka

Wojtek od najmłodszych lat jest pełnym energii chłopcem. Choć wobec nowych osób bywa nieśmiały i potrzebuje chwili, by się otworzyć, na co dzień nie potrafi usiedzieć w miejscu. Największą radość daje mu piłka nożna i wszystko, co z nią związane. Uwielbia grać, oglądać mecze i kibicować swoim idolom – Lionelowi Messiemu oraz Robertowi Lewandowskiemu. W jego pokoju nie brakuje piłkarskich akcentów, a Messi towarzyszy mu nie tylko podczas meczów, ale także w codziennej zabawie.

Niedługo skończy 7 lat. Ma siostrę Patrycję, jednak długie pobyty w szpitalu sprawiły, że przez wiele miesięcy ich wspólna codzienność wyglądała zupełnie inaczej niż wcześniej. Wojtek tylko kilka razy mógł wrócić do domu, dlatego w jego życiu ostatnio brakowało czasu na zabawę i chwil spędzanych z rodziną oraz rówieśnikami.

Pierwsze objawy białaczki, które pojawiły się z dnia na dzień

W połowie kwietnia 2025 roku Wojtek dostał wysokiej gorączki, sięgającej aż 40 stopni. W ciągu tygodnia rodzice odwiedzili dwóch różnych lekarzy, a chłopiec otrzymał dwa antybiotyki. Mimo leczenia jego stan nie poprawiał się. Dopiero podczas trzeciej wizyty lekarskiej rodzina otrzymała skierowanie do szpitala w Starachowicach.

Po wykonaniu badań lekarze od razu zaczęli podejrzewać białaczkę. Dla rodziców była to wiadomość, w którą bardzo ciężko było im uwierzyć.

Szok i niedowierzanie. Wszystko wydarzyło się tak szybko – wspomina mama Wojtka.

Chłopiec został przewieziony do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach. Tam wykonano kolejne badania, przetoczono krew i przeprowadzono pierwszą punkcję lędźwiową. Pod koniec miesiąca trafił na oddział onkologii i hematologii dziecięcej, gdzie rozpoczęło się leczenie.

Leczenie białaczki i trudne powikłania

Intensywna chemioterapia musiała zostać przerwana już dzień później. Stan Wojtka gwałtownie się pogorszył. Pojawiło się podejrzenie niedrożności jelit i konieczna była pilna operacja na oddziale chirurgii dziecięcej. Lekarze zdecydowali o wyłonieniu ileostomii.

Przez kolejne tygodnie chłopiec był karmiony przez sondę, a jego masa ciała spadła do zaledwie 13 kilogramów. Z powodu gojenia ran pooperacyjnych chemioterapię trzeba było wstrzymać na sześć tygodni. Osłabiony organizm Wojtka przestał radzić sobie nawet z tym, co wcześniej było dla niego naturalne. Chłopiec stracił siły i przestał chodzić.

Wojtek miał wtedy tak mało siły, że nawet samodzielne obrócenie się na drugi bok było dla niego zbyt trudne. W nocy pomagała mu mama, czuwając przy nim i zmieniając jego pozycję, by zmniejszyć ryzyko odleżyn. Każdy dzień oznaczał strach i troskę o jego stan, ale także rozpoczęcie rehabilitacji. Wojtek rozpoczął intensywną rehabilitację i krok po kroku uczył się chodzić od nowa.

Najpierw próbował stanąć. Później pojawiły się pierwsze, bardzo ostrożne kroki po szpitalnym pokoju. Każdy ruch wymagał wysiłku i sprawiał mu ból. Z czasem wyszedł na korytarz, podtrzymywany przez rehabilitanta. Dla mamy był to moment, w którym zmęczenie, lęk i miesiące czuwania zmieszały się z ogromnym wzruszeniem.

Nigdy nie zapomnę, jak zrobił pierwsze kroki. Najpierw po szpitalnym pokoju i korytarzu, choć sprawiały mu ból. Stałam i płakałam, patrząc, jak szedł z rehabilitantem za rączki – wspomina mama Wojtka.

Te kilka kroków znaczyło znacznie więcej niż zwykłe przejście przez salę. Były początkiem odzyskiwania sprawności, którą choroba i powikłania odebrały Wojtkowi na wiele tygodni. Po miesiącach ćwiczeń chłopiec znów zaczął chodzić samodzielnie, choć dojście do tego momentu wymagało cierpliwości i codziennej pracy.

Życie ze stomią również okazało się ogromnym wyzwaniem. Mama nauczyła się samodzielnie zmieniać worek stomijny i pielęgnować skórę. Podrażnienia wywołane chemioterapią sprawiały, że każda zmiana była bolesna, a czasem konieczne było wykonywanie jej nawet kilka razy dziennie. Bez opanowania tej pielęgnacji powrót do domu nie byłby możliwy.

Nowa codzienność całej rodziny

W ciągu całego roku rodzina tylko kilka razy mogła wrócić do domu. Wojtek czterokrotnie przebywał także na oddziale intensywnej terapii. 16 kwietnia 2026 roku przeszedł operację zamknięcia ileostomii. Zabieg zakończył się powodzeniem, choć ponownie konieczne było przerwanie chemioterapii, aby organizm mógł się zagoić. W najbliższym czasie planowana jest również laseroterapia blizn, które zostawiły po sobie powikłania.

Obecnie Wojtek zakończył intensywne leczenie szpitalne i przyjmuje chemioterapię podtrzymującą w domu. Każdego tygodnia razem z rodziną pokonuje 67 kilometrów w jedną stronę, aby dotrzeć na kontrolę do poradni onkologicznej w Kielcach.

Podczas leczenia lekarze rozpoznali u niego także agammaglobulinemię Brutona. Oznacza to, że do końca życia będzie wymagał podawania immunoglobulin oraz stałej opieki specjalistów. Choroba stała się częścią codzienności całej rodziny, która nauczyła się funkcjonować między domem a szpitalem, planując życie zgodnie z terminami badań i wizyt.

Nadzieja na powrót na boisko i do zwyczajnego dzieciństwa

Choć najtrudniejszy etap leczenia jest już za Wojtkiem, rodzina nadal żyje z niepewnością. Towarzyszy im obawa o późne powikłania oraz o to, czy leczenie zakończy się bez nawrotu choroby.

Jednocześnie jest też miejsce na nadzieję. Wojtek odzyskał możliwość chodzenia, wrócił do domu i znów może cieszyć się tym, co wcześniej. Nie może doczekać się kolejnych meczów piłki nożnej. Jego rodzina wierzy, że z każdym kolejnym miesiącem takich chwil będzie coraz więcej. Że szpitalne korytarze pozostaną wspomnieniem, a codzienność Wojtka ponownie wypełnią ruch, piłka i dziecięca energia, której przez chorobę tak bardzo mu brakowało. Liczą na to, że niedługo znów założy swój ulubiony strój Messiego, weźmie piłkę pod pachę i pobiegnie na boisko.

Pomóż dzieciom chorym na raka

Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”, ul. Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

  • Płatności za pomocą: PayU, PayPal, Blik, kartą, przelewy online i tradycyjne
  • Przekazanie 1,5% podatku – KRS 0000086210

KRS 00000 86 210