Historia Zosi zaczęła się w 2024 roku. Rezolutna wówczas-trzylatka, świeżo upieczona przedszkolaczka, nie ustawała w opowieściach i zabawach, czy to w grupie, czy z młodszą siostrą. Czasem zmieniała się w małego diabła tasmańskiego, ale zwyczajnie nie dało się jej nie uwielbiać.
Nic nie zapowiadało, że ta codzienność, wypełniona dokazywaniem dwóch siostrzyczek, jazdą na rowerze i hulajnodze w towarzystwie Binga, ulubionej zabawki Zosi, może znienacka zostać przerwana. Nawet początki choroby, choć niepokojące, nie wskazywały na nic groźnego. To jednak okazało się dalekie od prawdy.
Pewnego dnia Zosię mocno rozbolał brzuszek. Stała się osowiała, straciła całą swoją energię, nie chciała też nic jeść – a to nigdy wcześniej się nie zdarzało. Nieustannie przymykała oczy, jakby próbując zasnąć, ale to były tylko krótkie, przerywane drzemki. Mama podejrzewała, że to zatrucie pokarmowe, zwykła “jelitówka”, ale jej instynkt i tak podpowiadał jej, że należy zasięgnąć porady specjalisty.


Tego samego dnia, we wtorek, lekarz pediatra zdiagnozował anginę, która u dzieci może dawać objawy podobne to jelitówki, i zalecił wizytę kontrolną w piątek. Do tego czasu stan Zosi w ogóle się nie poprawił – nadal płakała, że boli ją brzuszek, nie mogła nic jeść ani spać. Na piątkowej wizycie CRP Zosi wynosiło już 150, przy normie poniżej 5 – wszystko wskazywało, że to zapalenie wyrostka robaczkowego. Zosia została więc pilnie skierowana na oddział chirurgii dziecięcej. Tam na rodzinę czekał kolejny cios.
Początki trudne jak zawsze i jak nigdy
Tomograf komputerowy wykazał coś, czego nikt się nie spodziewał. W brzuchu Zosi znajdował się guz. I to ogromny, szczególnie jak na trzylatkę – miał aż 13 centymetrów. Był też zlokalizowany na jej nerce. To guz Wilmsa, nephroblastoma, nowotwór nerek, który występuje zwykle poniżej 10. roku życia, a szczególnie często u 3-4 latków.
W sobotę Zosię przetransportowano do Przylądka Nadziei, żeby jak najszybciej wdrożyć protokół chemioterapii. Początki leczenia były trudne – ciało Zosi walczyło z gorączką i skutkami leków, była smutna, osłabiona i płaczliwa.
Z czasem jednak odzyskała nieco wigoru, wróciła jej ochota na zabawę, zaczęła znów obdarzać wszystkich uśmiechem. Jej ciekawość świata okazała się silniejsza niż wywołane leczeniem osłabienie. Wszyscy zgodnie przyznawali, że zadziwia ich energia dziewczynki i jej pogoda ducha.


Siostrzana tęsknota
Choroba córki była też wyzwaniem dla mamy, pani Agnieszki. Musiała dzielić swój czas między leżącą w szpitalu Zosię i młodszą Hanię, która została z tatą. Kiedy pani Agnieszka mogła pojawić się w domu, Hania zasypywała ją pytaniami o Zosię.
– Choć mi samej ciężko było uwierzyć w to, co się dzieje, opowiadałam Hani, że siostrzyczka niedługo wróci, tylko musi odpocząć, wyzdrowieć – wspomina mama.
Zosia przeszła długie leczenie, w tym operację usunięcia guza. Jednak dziś, kiedy opowiadamy tę historię, jest 2026 rok, a Zosia znów jest w szpitalu. Od czasu przyjęcia do Przylądka guz powracał jeszcze dwukrotnie, ostatni raz w lipcu tego roku. Obecnie Zosia przyjmuje leki i chemię, które mają jej pomóc, a w przyszłości czeka ją autoprzeszczep.
– Na ten moment Zosia czuje się dobrze – mówi pani Agnieszka. – Czasem bywa senna, ale jak na to, co przeszła, jest we w miarę dobrym stanie.
W lipcu 2026 udało nam się też spełnić marzenie Zosi – odwiedził ją bohater jej ukochanej kreskówki, królik Bing. Ubrana od stóp do głów w ubranka Binga, tuląca cały czas pluszaka dziewczynka mogła skorzystać z czasu spędzonego poza szpitalem i pokazać Bingowi wszystkie swoje ulubione miejsca na placu zabaw niedaleko jej domu.
Zosia nie traci nadziei i pogody ducha – wciąż się uśmiecha i na swój dziecięcy sposób jest optymistką. Dzięki jej radości wszystkim łatwiej jest wierzyć, że dziewczynka, mająca już teraz cztery i pół roku, powróci do zdrowia. Bo pomimo trudności Zosia – i jej mama – starają się zachować uśmiech.


