Pomagam i wpłacam

Kubuś to pieszczoch – rozrabiaka. Guza w płuckach chce się pozbyć w ciągu roku

21 lutego 2019

Kuba Koput pochodzi z Lubania i jest bardzo wyczekiwanym dzieckiem – oczkiem w głowie mamy i taty. Pierwszy rok  życia upłynął mu na poznawaniu świata, nauce pierwszych słów i stawianiu pierwszych kroków. Uśmiechnięty, aktywny – wszędzie było go pełno. Nikt się nie spodziewał, że jako dwulatek będzie walczył z groźnym nowotworem – mięsakiem, który zaatakował jego płuca.

Przez pierwsze dwanaście miesięcy życia Kubuś rozwijał się prawidłowo. Jako niemowlę chętnie się bawił i uwielbiał się przytulać. Prawdziwy pieszczoch. Profilaktyczne badania wychodziły zawsze pozytywne. Któregoś dnia pani Ewa – mama chłopca zabrała syna na standardowy bilans, przez który przechodzą wszystkie dzieci. Okazało się, że Kubuś ma sporą niedowagę.

– Lekarz podejrzewał, że powodem może być szybka przemiana materii lub genetyczne uwarunkowania po mnie lub mężu – wspomina mama chłopca. – Dostaliśmy skierowane na szczegółowe badania, które nie wykazały żadnej choroby.

Co jakiś czas chorował i tak mama tłumaczyła sobie jego osłabienie. Chociaż badania były co jakiś czas powtarzane, pani Ewa czuła niepokój i bardzo się martwiła o zdrowie synka. Niedługo stracił apetyt, był bardzo blady i radość, która mu towarzyszyła gdzieś uleciała. Któregoś dnia chłopiec bawił się i biegnąc, uderzył się w wieszak, na którym wisiał papierowy ręcznik.

– Chwilę popłakał, ale zaraz zapomniał i bawił się jakby nigdy nic. Po jakimś czasie zwymiotował obiad i pojawił się stan podgorączkowy. Natychmiast pojechaliśmy na pogotowie – wspomina mama Kuby, podając synkowi ulubioną zabawkę. – Pani doktor zauważyła wypuklenia na klatce piersiowej i zapytała czy syn się ostatnio nie uderzył. Skierowała nas na prześwietlenie. Zakładałam, że w najgorszym przypadku doszło do pęknięcia jakiejś kości.

Lekarze podejrzewali, że przyczyną wypukleń na klatce piersiowej i złego samopoczucia chłopca może być nowotwór. Pani Ewa nie chciała w to uwierzyć. Przecież jeszcze kilka dni wcześniej była ze wszystkimi wynikami u lekarza i nie było podstaw do zdiagnozowania tak poważnej choroby.

Walka o życie

Chłopiec w trybie natychmiastowym został przewieziony karetką do Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Fieldorfa, gdzie trafił na stół operacyjny. Chirurg założył chłopcu drenaż przebiegający przez guza oraz pobrał jego wycinek w celu dokładnego zbadania przyczyny choroby.

Niestety, doszło do krwotoku wewnętrznego. Stan Kuby był bardzo ciężki. Lekarze walczyli o jego życie. Zaraz po zabiegu chłopiec trafił na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej, na którym spędził kilka tygodni.

– Na OIOM-ie są wyznaczone godziny odwiedzin pacjentów. Tak bardzo martwiłam się o zdrowie i życie mojego dziecka, że przychodziłam do szpitala o bardzo wczesnych godzinach i siedziałam pod drzwiami do pokoju w którym leżał Kubuś – pani Ewa na samo wspomnienie mocniej tuli do siebie syna. – Czekałam na moment, w którym ktoś wejdzie lub wyjdzie z jego sali aby choć na chwilę zobaczyć ukradkiem, czy śpi i jak się czuje. Na szczęście obyło się bez intubacji.

Okazało się, że wybrzuszeniem na klatce piersiowej jest dziesięciocentymetrowy mięsak – nowotwór złośliwy, który zaatakował płuca Kubusia. W momencie, w którym uderzył się o wieszak, jego stan już był bardzo ciężki, ponieważ choroba rozwijała się przez długi czas.

– Byłam w szoku, to było jak zderzenie z tramwajem – mama Kuby aż ociera łezkę z kącika oka. – Mój synek był przecież regularnie badany!

W szpitalu przy ul. Borowskiej chłopiec powoli do siebie dochodził. 4 października trafił do Przylądka Nadziei, gdzie rozpoczął leczenie onkologiczne. Obecnie jest w trakcie przyjmowania chemioterapii – przechodzi cykle średnio co trzy tygodnie. W międzyczasie otrzymuje winkrystynę. Lekarze planują kontynuować chemioterapię przez następny rok, a także zamierzają dołączyć radioterapię.

Tomografia pokazała, że leczenie już spowodowało znaczne zmniejszenie guza, jednak jeszcze nie kwalifikuje się do operacyjnego usunięcia. Za bardzo przylega do płuc.

Przylądek jego drugi dom

– Jesteśmy w Przylądku co kilka dni i spędzamy tutaj średnio trzy doby. Jeżeli w międzyczasie Kubuś się przeziębi, pobyt w klinice jest przedłuża – wzdycha mama chłopca. – Po chemioterapii często występują tzw. spadki, więc konieczne jest podawanie krwi i płytek.

Z początku maluch bardzo źle znosił pobyt w szpitalu. Bał się dotyku pielęgniarek i lekarzy, bo kojarzyło mu się to z kłuciem i bólem. Teraz już przyzwyczaił się do Przylądka Nadziei i bardzo dobrze znosi całą sytuację. Bawi się, ogląda bajki, jest aktywny i towarzyski i często się tuli do mamy.

– Cieszę się, że mogę z nim tutaj być i się nim opiekować, dzięki temu czuję się dużo spokojniej. Czasami zamieniamy się z mężem, ponieważ mamy starszego syna Piotra, który również wymaga mojej opieki i uwagi – opowiada mama Kuby. – Piotruś często odwiedza chłopca w szpitalu i razem się bawią. Z początku bardzo źle zniósł stan brata. Był smutny i miał depresję. Jak my wszyscy.

Sytuacja w jakiej znalazł się mały Kubuś spowodowała trudności w mówieniu. Przed chorobą dobrze się rozwijał, szybko zaczął mówić, teraz używa tylko pojedynczych słów. Rodzice wybierają się z nim do logopedy, który podpowie, jak mogą z nim pracować, żeby znowu pięknie mówił.

Kuba spędza czas na zabawie i oglądaniu bajek. Jest za mały, żeby bawić się z innymi dziećmi. Czeka go jeszcze rok chemioterapii, radioterapii i jeżeli wszystko pójdzie dobrze – operacja wycięcia guza. Pani Ewa ma  nadzieję, że już niedługo na stałe wrócą do domu. I ma świadomość, że będzie musiała nauczyć się stanowczości.

– Czasami jak mały nie dostanie tego, czego chce, wpada w histerię, płacze i się obraża. Jednak ciężko jest mu czegokolwiek odmówić po tym co przeszedł – mama głaszcze pieszczotliwie głowę Kuby. – Lekarze kazali mi przygotować się na każdą ewentualność, dlatego teraz cieszę się, że rozrabia. Bo to jest oznaka zdrowia.

 

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych!
Przylądek Nadziei wpłaty

50zł

Wpłacam

100zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Wspieraj systematycznie

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!

Pomagam i wpłacam