Pomagam i wpłacam

Piotrek czwarty raz mierzy się z białaczką. Nadzieją jest terapia CAR-T, prosimy o pomoc!

29 marca 2021

Piotrek Turek z Korczyna niedaleko Kielc ma 15 lat i złote serce. Kiedy tylko może, pomaga każdemu w potrzebie. Bardziej dba o innych, niż o siebie. Dla mamy, pani Anny, to wielki powód do dumy. Teraz to Piotrek potrzebuje naszej pomocy. Żeby zebrać pieniądze na terapię CAR-T. Ostatnią szansę na pokonanie białaczki.

Pasją Piotrka jest piłka nożna. Kiedy jeszcze mógł, biegał po boisku, a każdą wolną chwilę spędzał z piłką. Grał na pozycji napastnika. Na czas walki z chorobą piłkarskie buty musiał odłożyć, ale nadal ogląda i kibicuje. Wszystkim dobrym piłkarzom. Bo – jak sam mówi – piłka to sport drużynowy i ważna jest współpraca na boisku, a nie gwiazdy i nazwiska.

Drugą miłością Piotrka jest wędkarstwo. Uczy spokoju i cierpliwości. Pozwala się wyciszyć i nabrać dystansu. Wędkarskie szlify chłopiec zdobywa na stawie rybnym wujka. Marzeniem jest karta wędkarska i wyprawy na większe łowiska. Kto wie, może nawet na morzu. Bo morze to kolejna miłość nastolatka. Kiedy zobaczył je po raz pierwszy, był pod ogromnym wrażeniem. I od tej pory w głowie i sercu ma szum fal i bezkresne horyzonty.

Kłopoty ze zdrowiem Piotrka zaczęły się już w pierwszym roku życia. Lekarze stwierdzili u niego zespół Nijmegen. To choroba genetyczna, powodująca niedobór odporności. U dzieci, które na nią chorują, jest duże ryzyko zachorowania na nowotwór.

– Piotruś przez pierwsze cztery lata często chorował. Miał problemy z górnymi drogami oddechowymi. Miesiąc w miesiąc byliśmy w szpitalu – opowiada pani Anna. – Kiedy miał cztery lata, zaatakował nowotwór. Piotrkowi zaczęła puchnąć moszna. Bardzo go bolało. Do tego stopnia, że przestał chodzić. Diagnoza potwierdziła nasze obawy. To była ostra białaczka limfoblastyczna.

Pierwsze starcie: dwa i pół roku. Drugie: cztery i pół

Był 31 grudnia 2009 roku, kiedy Piotrek trafił na oddział onkologiczny. Od tego czasu jest tu – z krótkimi przerwami – stałym bywalcem. Pierwsze starcie z chorobą trwało dwa i pół roku.

– Piotruś na początku bardzo ciężko przechodził chemioterapię. Miał rany w buzi, mało mówił, nie chodził – wzdycha pani Anna. – Na szczęście szybko zareagował na chemię i potem było już coraz lepiej.

Piotr Turek, Przylądek Nadziei

Latem 2012 roku wydawało się, że walka z rakiem została wygrana. Że chemia zrobiła swoje i nowotwór zniknął. Piotrek pojawiał się w szpitalu raz na miesiąc. Na przetaczanie immunoglobulin, żeby poprawić odporność. Tak było przez osiem miesięcy. W marcu 2013 roku koszmar wrócił. Rak zaatakował w tym samym miejscu, ale tym razem był silniejszy.

– To była ciężka walka i ciężka decyzja. Pięć razy byliśmy na bloku operacyjnym. Komórki nowotworowe napłynęły do jąder. Oba trzeba była usunąć – wspomina pani Anna łamiącym się głosem. – Potem pojawiły się kolejne komplikacje. Polipy na jelicie, podejrzenie wrzodziejącego jelita grubego, zapalenie zapalenia ucha. I ciągle chemia za chemią. Przez cztery i pół roku.

Starcie trzecie. Przeszczep i wiara

Marzec 2017 roku to kolejna iskierka nadziei. Że to już koniec. Że choroba została pokonana. Wyniki Piotrka były dobre. W szpitalu znów mógł pojawiać się tylko raz na miesiąc, na przetaczanie immunoglobulin. W międzyczasie był pod kontrolą gastrologów – przez kłopoty z jelitami.

– Podczas jednej z takich wizyt, w maju 2019 roku, badanie pokazało że Piotruś znów ma komórki rakowe. W całym krwioobiegu. Znów musieliśmy zostać w szpitalu – wspomina pani Anna. – To był bardzo ciężki czas. Do tej pory Piotruś bardzo dzielnie walczył. W tym momencie, jakby wszystko się z niego ulało.

Zaraz po kolejnej diagnozie Piotrek dostał wysokiej gorączki, pojawiła się grzybica, bóle nóg. Znów problemy z chodzeniem… W trudnych chwilach Piotrkowi pomagała wiara.

– Na patrona, który będzie go pilnował, wspierał i dodawał sił Piotruś wybrał świętego Szarbela. Codziennie, kiedy szliśmy na szpik, modlił się. Koronka, różaniec, nowenna, czytaliśmy Pismo Święte. To mu dało niesamowicie dużo siły. Przestał się bać – opowiada pani Anna. – I z każdym dniem było coraz lepiej. Aż któregoś dnia przyszła do nas pani doktor. I powiedziała, że jest czysto. Że Piotruś jest w całkowitej remisji.

Stan chłopca poprawił się na tyle, że można było przeprowadzić przeszczep szpiku. Operację przeprowadzili lekarze z wrocławskiej kliniki Przylądek Nadziei. To był 20 grudnia 2019 roku. Tuż przed świętami. Zabieg się udał, a po nim Piotruś bardzo szybko dochodzić do siebie. Pod koniec stycznia ubiegłego roku wreszcie mógł pojechać do domu.

Kolejny rok to było wreszcie korzystanie z życia. Piotrek pojechał z mamą nad morze. Łowił ryby, przymierzał się do powrotu na piłkarskie boisko. Kolejne kontrole utwierdzały wszystkich w przekonaniu, że przeciwnik został wreszcie pokonany. Ale niestety, rak wrócił po raz trzeci.

Nadzieja w CAR-T. Skuteczna, ale strasznie droga

– Pojechaliśmy na kolejną, zwykłą kontrolę do poradni. Po kilku dniach odebrałam telefon, że niestety. Że znów są komórki nowotworowe – głos pani Anny drży z emocji. – Tym razem sprawy potoczyły się błyskawicznie. Prof. Kałwak postanowił, że Piotruś przejdzie terapię CAR-T, żeby ostatecznie pokonać chorobę.

CAR-T to supernowoczesna terapia, polegająca na przeprogramowaniu limfocytów T krwi. Tak, żeby potrafiły niszczyć komórki nowotworowe. I nauczyły tego cały układ odpornościowy. We wrocławskiej klinice już pięcioro dzieci Lekarze z Przylądka Nadziei już pobrali krew od chłopca. Teraz zaczyna się wyścig z czasem.

Terapia CAR-T jest nierefundowana. W przypadku Piotrka jej koszt to ponad 1,3 miliona złotych, które rodzina chłopca musi zebrać we własnym zakresie. Dlatego Fundacja Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową i wszyscy Przyjaciele Przylądka Nadziei ruszają z pomocą.

Na portalu Siepomaga.pl rusza zbiórka na terapię dla Piotrka. Prosimy o pomoc i wsparcie. Liczy się każda złotówka i każde udostępnienie informacji w świat. Zrobimy wszystko, żeby Piotrek raz na zawsze pokonał białaczkę. I żeby mógł spełnić marzenia. O morzu, o wędkowaniu i o powrocie na boisko.

 

Pomóż dzieciom chorym na raka!

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław

Pomaganie jest tak proste!

Masz realny wpływ na życie naszych Podopiecznych!
Przylądek Nadziei wpłaty

25zł

Wpłacam

50zł

Wpłacam

100zł

Wpłacam

Wpłata od serca

Wpłacam

Dzięki Tobie możemy działać!